Co wykończyło zespoły Google Lunar X Prize?

1

Google Lunar X Prize to konkurs, którego celem jest lądowanie na Księżycu pojazdu zbudowanego przez prywatną firmę lub organizację. Dodatkowe nagrody może uzyskać zespół, który zbuduje bezzałogowego łazika i przejedzie nim 500 metrów oraz prześle nagrania wideo wysokiej rozdzielczości z tego wydarzenia. Organizatorem jest Fundacja X Prize, a sponsorem Google, który łącznie zadeklarował wysupłanie 30 mln dolarów. Zwycięzca ma dostać 20 mln, 5 mln powędruje dla drugiej drużyny, a reszta zostanie przydzielona za dodatkowe osiągnięcia takie jak przejazd łazika 5 km, przetrwanie nocy księżycowej czy dotarcie do miejsc lądowania ludzi na Księżycu w ramach programu Apollo.

Google Lunar X Prize, czy w skrócie GLXP, została ogłoszona we wrześniu 2007 roku. Wydawało się wtedy, że do końca tej dekady, człowiek wyląduje na Księżycu w ramach programu Constellation. Był to bardzo ambitny program rozpoczęty za kadencji prezydenta George’a W. Busha, który jednak nie miał odpowiednio wysokiego finansowania. Dlatego został odwołany przez administrację Obamy. Człowiek na Księżycu nie wyląduje w najbliższej przyszłości, ale to, że mogą zrobić to prywatne łaziki i lądowniki brzmi fascynująco, prawda? Owszem, jest jedno „ale”: czas (i pieniądze oczywiście).

Nieubłagany deadline

Konkurs, aby miał sens, musi mieć jakieś zasady. Jedną z zasad Google Lunar X Prize jest bardzo jasno wyartykułowany ostateczny termin: lądowanie musi nastąpić do 31 marca 2018 roku (a ten termin ten i tak był już przedłużany). Z ponad 30 zespołów, które zgłosiły się do rywalizacji na początku konkursu, do finałowej fazy przetrwało 5 zespołów, które mogły pochwalić się kontraktami na wyniesienie ich pojazdów na orbitę Ziemi.

Teraz wiemy już, że nikomu nie uda się tego dokonać przed upływem wyznaczonego terminu. Co jednak nie znaczy, że przynajmniej część z zespołów nie będzie kontynuować wyzwania. Jakie zespoły pozostały na placu boju?

Zespoły

SpaceIL – Izrael

SpaceIL miała problem ze znalezieniem w 2017 roku 7,5 mln dolarów na kontynuowanie prac nad lądownikiem. SpaceIL miał lecieć na pokładzie Falcona 9 od SpaceX, kontrakt na wystrzelenie swojego lądownika podpisano w październiku 2015 roku za pomocą pośrednika, firmy Spaceflight Industries. SpaceIL zapewnia, że nadal szuka potrzebnych funduszy i liczy na start do końca 2018 roku. Jedno jest jednak pewne – nie odbędzie się to do końca marca 2018 roku.

TeamIndus – Indie

Największym problemem TeamIndus jest rakieta, którą miał zostać wyniesiony lądownik i łazik. Drużyna z Indii postawiła oczywiście na rodzimą rakietę PSLV. Ta miała jednak poważny problem w sierpniu 2017, kiedy to podczas startu nie otworzyła się osłona ładunku. To spowodowało przerwę w lotach i zaplanowane starty opóźniły się. TeamIndus nie wyrobi się więc przed 31 marca 2018 roku. Niektóre źródła sugerują także, że TeamIndus ma problemy z finansowaniem, ale ciężko te informacje zweryfikować, bo wiadomo, że zespoły nie lubią się chwalić takimi informacjami.

Hakuto – Japonia

Drużyna stojąca za łazikiem japońskim łazikiem Hakuto postanowiła nie budować własnego ładownika księżycowego, tylko skorzystać z „podwózki” na pokładzie pojazdu TeamIndus. W grudniu 2017 dostarczono łazik Hakuto do Indii, aby zintegrować go z ładunkiem rakiety PSLV. Opisane jednak wcześniej opóźnienia związane z indyjską rakietą spowodowały, że również Hakuto nie wyrobi się w terminie.

Moon Express – USA

Moon Express nie budował łazika a jedynie lądownik, który miał zostać wystrzelony za pomocą rakiety Electron firmy Rocket Lab. No właśnie, Electron powinien latać już od jakiegoś czasu, a swój pierwszy udany start Electrona zaliczył w dopiero w styczniu 2018. Czyli znów mamy opóźnienia. Problemem jest również to, że najprawdopodobniej lądownik jest za ciężki, aby Electron mógł wysłać go na orbitę. A dodatkowo start musiałby odbyć się z Florydy, a na razie Electron startuje z Nowej Zelandii. Infrastruktury potrzebnej do startu nie zbuduje się ot tak, więc mamy kolejne piętrzące się problemy.

Synergy Moon – międzynarodowy

Synergy Moon miał wynieść swój lądownik za pomocą rakiety Neptune 8, która w tej chwili po prostu nie istnieje. Nie widać nawet jakiś bardziej zaawansowanych testów. Szanse więc na start Synergy Moon nie ma w ogóle.

Tyle wysiłku na nic?

Brzmi to wszystko bardzo pesymistycznie i złowieszczo. Tyle wysiłku na nic? Nie. Nagroda pieniężna w konkursie nigdy nie była bowiem celem samym w sobie. Drużyny startujące w konkursie musiały znaleźć środki na realizacje swych projektów, które często przekraczają (potencjalne) nagrody. Nagrody pieniężne i sam konkurs były zachętą do rozpoczęcia prac, ale biznes plan musiał zakładać zdobycie środków z innych źródeł niż tylko wygranie konkursu.

Kosmos jest trudny. Ogólnie. Dla narodowych agencji kosmicznych z wielomilionowymi (lub miliardowymi) budżetami także. Nic więc dziwnego, że trudny jest również dla prywatnych przedsiębiorstw.

Drużynom uczestniczącym w Google Lunar X Prize może pomóc w realizacji ich zamierzeń ostatnie zwrócenie się całego świata ku Księżycowi. NASA pod rządami administracji Trumpa porzuciła wizję lotu na Marsa w bliskiej przyszłości, za to zamierza budować stację kosmiczną na orbicie Księżyca. Europejska Agencja Kosmiczna snuje wizję Księżycowej Wioski, a Chiny wyślą na Księżyc łaziki w 2018 roku. Na Księżyc chce latać i Blue Origin Jeffa Bezosa i SpaceX Elona Muska. Wierzę bardzo mocno, że o drużynach z GLXP usłyszymy jeszcze w najbliższej przyszłości.