Czemu nie przychodzi się do Rosjan z piwem? Recenzja „Ceny nieważkości”

0

Ile kosztowała Mirosława Hermaszewskiego wyprawa w kosmos? Kto inny był bliski zaszczytu zostania pierwszym Polakiem w kosmosie? Jak praska wiosna pomogła Czechom w zdobyciu pierwszej lokaty w programie Interkosmos? Czemu nie przychodzi się do Rosjan z piwem? A co usłyszał Gagarin po powrocie na Ziemię? Nic wyniosłego, jeśli niektórzy tego oczekiwali, jedynie proste pytanie, czy nie jest głodny i nie chce mleka.

Dariusz Korotko i Marcin Pietraszewski w swoim najnowszym reportażu „Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos” ukazują nam intrygującą historię, która doprowadziła Mirosława Hermaszewskiego na orbitę naszej niebieskiej planety. Zaglądamy do zadymionych partyjnych gabinetów, gdzie zapadają dyskusje o przyszłości państwa, a w tym, kto będzie reprezentował je w kosmosie. Jednym z polityków tam siedzących jest Edward Gierek, przywódca ludowej Polski.

Wyprawiamy się też do Gwiezdnego Miasteczka, kompleksu szkoleniowego dla kosmonautów, gdzie toczy się bój pomiędzy wojskowymi a konstruktorami rakiet o to, czyja załoga poleci kolejna. Wojskowy czy cywil. Wczuwamy się w klimat późnych lat 70, w sklepach zaczyna brakować produktów, w Moskwie wcale nie jest lepiej, pamięć o wydarzeniach praskiej wiosny jest jeszcze silna, a naród potrzebuje czegoś, co sprawi, że poczuje się dumny. Co będzie lepsze niż pierwszy Polak w kosmosie?

Od piątki do Hermaszewskiego

Kandydatów do lotu była piątka. W przeciwieństwie do ogromnej liczby zgłoszeń do amerykańskiego programu Mercury to niewielu, ale wystarczająco. Tadeusz Kuziora, Zenon Jankowski, Andrzej Bugała, Henryk Hałka i Mirosław Hermaszewski. Każdy jest doświadczonym pilotem, każdy wygląda na okaz zdrowia, każdy to patriota. Rosjanie uważnie przyglądają się selekcji, do Gwiezdnego Miasteczka może polecieć tylko dwóch. Wybór pada na Jankowskiego i Hermaszewskiego.

Warszawa chce, żeby w kosmos poleciał ten drugi, ale nie obywa się bez przeszkód. Jednocześnie w zamkniętych gabinetach radzieckiej władzy decyduje się o tym, któremu państwu przypadnie udział w pierwszej misji programu Interkosmos. Razem szkolą się załogi z Rosji, ale ci lecą i tak, oraz NRD, Polski i Czechosłowacji. Decyzja polityczna, leci Czech Vladimír Remek. Kolejny będzie nasz. 27 czerwca statek Sojuz 30 zabiera w kosmos Mirosława Hermaszewskiego i Piotra Klimuka. Udało się!

Ojcowie kosmicznego sukcesu

Wbrew sugestii zawartej w tytule autorzy poświęcili dużo miejsca również tym, bez których ludzkość nie wyrwałaby się z grawitacyjnej pułapki naszej planety. Uwięziony w syberyjskim łagrze na dalekiej północy Siergiej Korolow nie przestaje myśleć o podróży do gwiazd i ta nadzieja zaprowadza go na sam szczyt radzieckiego programu kosmicznego. Jego tożsamość ujawniono dopiero po śmierci, a przez ten cały czas znany był światu jako Główny Konstruktor, człowiek, przed którym drżała cała Ameryka.

Armia Czerwona rozlewała się po terenie Trzeciej Rzeszy, naziści giną do ostatniego, ale takim końcem nie jest zainteresowany Wernher von Braun i jego naukowcy. Wiedzą, że są wartościowi dla obu stron, które wygrały wojnę. Decydują, że poddadzą się zachodowi. Organizują ucieczkę, a alianci przyjmują ich z otwartymi rękami. Zbrodniarze? Zbyt wartościowi, by tym się przejmować. Nowe papiery, a wraz z nimi nowa ojczyzna, której muszą pomóc dotrzeć w kosmos przed sowietami.

„Cena Nieważkości” jest bogato ilustrowana

To trzeba przeczytać!

Przyznam, że kiedy udało mi się przebić scyzorykiem przez porządnie zabezpieczoną tekturą i taśmą paczkę byłem lekko zawiedziony. Wiedziałem oczywiście ile stron liczy książka, ale tyle czekania, a jedyne co dostałem to cienką książkę i to jeszcze napisaną dużą czcionką. Czyta się ją dzięki temu łatwo i szybko, ale jednak im więcej treści tym lepiej. Wszystko wygląda ładnie, ale za mało tego najważniejszego czyli zawartości. Niemniej mój zawód okazał się jedynie źle odebranym pierwszym wrażeniem, które zniknęło po przeczytaniu kilkunastu początkowych stron. Co mi się rzuciło w oczy szczególnie – historia nie jest opowiadana w książce linowo i o tym chciałbym napisać więcej.

Skaczemy po miejscach, datach i różnych osobach. Przez ileś stron towarzyszymy Hermaszewskiemu w jego szkoleniu, a potem robimy sobie małą przerwę, cofamy się do okresu drugiej wojny i zaglądamy do nazistowskiego bunkra, gdzie budowano pierwsze rakiety. Kosmonauci już są w kapsule Sojuza, a wtem autorzy książki Korotko i Pietraszewski wspominają losy tych którzy polegli podczas zdobywania kosmosu. W podobny sposób opowiedziane są wszystkie z ważniejszych etapów wyprawy Hermaszewskiego i Klimuka, ale dzięki temu historia nabiera głębi. Autorzy skupiają się nie tylko na zakulisowych rozgrywkach polityków i wojskowych, ale też na tych małych rzeczach, z których składa się życie, jak np. dzieleniu owoców z załogą Saluta czy ukrywaniu bogato wypełnionego szpitalnego kredensu przed wizytą ascetycznego Jaruzelskiego.

Książka „Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos” przypadnie do gustu szczególnie koneserom wypraw w kosmos, ale nie tylko oni będą mieli przyjemność z lektury. Polityczne intrygi oraz obrazy z życia w ludowej Polsce urozmaicają historię i nadaje jej wciągającej głębi. Każdy znajdzie coś dla siebie. Książka jest idealnym rozwinięciem innego reportażu o amerykańskim programie Mercury, „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos”, a w przeciwieństwie do niej (na plus) jest bogato zdobiona wyrazistymi fotografiami. Podsumowując, „Cena nieważkości” jest napisana przystępnie, nie pozwala nam się nudzić, rozdziały są optymalnej długości i czyta się ją szybko. Kolejne udane wydanie książki o kosmosie w wykonaniu Agory.

„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” – Tom Wolfe – recenzja książki

I jeszcze ta okłada, muszę przyznać, dla której warto kupić książkę i ustawić na najbardziej eksponowanym miejscu naszej domowej biblioteczki… najlepiej obok „Ciężaru Nieważkości” Mirosława Hermaszewskiego.

W tym roku minęło już 40 lat od lotu Mirosława Hermaszewskiego w kosmos. Nie bez powodu nie wspominam nic o obchodzeniu tej rocznicy. Dotychczas żaden inny Polak nie powtórzył jego czynu i pozostaje on jedynym kosmonautą z orzełkiem na kombinezonie. Nie znaczy to, że porzuciliśmy kosmos. Polska jest członkiem ESA, nasi rodacy budują satelity, elementy pojazdów kosmicznych oraz biorą udział i wygrywają w prestiżowych konkursach technicznych. Nadszedł czas na wyniesienie naszego zaangażowania w badania i eksplorację kosmosu na wyższy poziom, powiedzmy co najmniej o 100 km ponad powierzchnię Ziemi. Skorzystamy na tym wszyscy.

PS. Książkę kupić można tutaj.