Happy Fleet – niesamowita historia zwycięzców Act In Space Warsaw 2016

0
Zespół Happy Fleet doświadcza nieważkości podczas lotu Zero G - głównej nagrody w finale światowym

Niedawno podczas spotkania ze znajomymi poznałem kilka nowych osób. Kiedy opowiedziałem im o mojej pasji do kosmosu, jedna z nowo poznanych osób wypaliła: „- Próbowałeś zaaplikować o pracę w NASA”? Pomijając to, że nie mam amerykańskiego obywatelstwa, to taka reakcja pokazuje jedną bardzo ważną rzecz. Ludzie myślą, że kosmiczne projekty to można robić tylko w USA i pracując dla NASA. A obie te rzeczy nie są prawdą.

Dowodem na to jest historia zespołu Happy Fleet, który przyszedł na hackathon Act In Space organizowany po raz pierwszy dwa lata temu, w 2016 roku, aby po prostu dobrze się bawić. Nie mieli nawet konkretnego pomysłu… A skończyło się na wygraniu finału światowego hackathonu i doświadczenia nieważkości podczas lotu zero g (jak to widać na obrazku powyżej).

25-26 maja odbędzie się kolejna edycja Act In Space w Warszawie i Krakowie. Jeśli chciałbyś lub chciałabyś przyjść, ale myślisz sobie „co ja tam mogę, to wszystko jest zdecydowanie poza moim zasięgiem”, to… Pomyśl jeszcze raz. I poznaj historię Happy Fleet.

Radek Grabarek: Na czym polegał wasz pomysł?

Joanna Krajewska – Happy Fleet: Na hackathonie musieliśmy wybrać jeden z zaproponowanych tematów-wyzwań. Oczywiście nie wybraliśmy go wcześniej tylko stwierdziliśmy, że zrobimy to na spontanie i “jakoś to będzie”. W efekcie, głowiliśmy się nad pomysłem z dobrych kilka godzin. Ostatecznie padło na wyzwanie eco-drivingu. Polegało ono na wykorzystaniu patentu i danych opisanych przez ESA.

Zaproponowaliśmy system, który na podstawie trasy, typu drogi, sposobu jazdy, samochodu, warunków atmosferycznych, etc. wyznacza optymalną drogę hamowania, a co za tym idzie pomaga kierowcy jeździć dużo bardziej ekologicznie i ekonomicznie. Wisienką na torcie tego rozwiązania było wymyślone przez nas urządzenie zakładane na pedał gazu, które wibrując daje znać kierowcy, aby zdjął nogę z gazu.

Pomysł brzmi super, ale jak on dokładnie działa?

Bierze rzeczy (wszelkie informacje o drodze, samochodzie, trasie etc) oraz informacje o najbliższych zakrętach, znakach stopu etc i przelicza optymalną drogę hamowania.
Nie jestem w stanie podać całego algorytmu bo by trzeba tu było napisać cała pracę naukową ;)

Jak na niego wpadliście?

W trakcie tych kilku godzin myślenia mieliśmy pare „spoko pomysłów” (dwa z nich nawet się pojawiły na finale we Francji), ale żaden z nich nie miał tego „czegoś”. Act In Space nie był pierwszym hackathonem w jakim wspólnie wzięliśmy udział i nauczeni poprzednimi doświadczeniami wiedzieliśmy, ze najlepiej nam wychodzi gdy poważny temat potraktujemy na „nasz sposób” – czyli opierając swój pomysł na jakimś fizycznym przedmiocie, najlepiej humorystycznym.

W ten sposób odsialiśmy większość pomysłów, a z tych, które zostały najbardziej przemówił do nas właśnie eco-driving. Wśród nas był duży entuzjasta tematyki automotive więc pewnie to pomogło. Zdecydowanie najbardziej humorystycznym aspektem naszej nakładki było to, że była ona zrobiona z wibrujacej nakładki Durex bo gdy wpadaliśmy na ten pomysł otwarte były już tylko stacje benzynowe.

Poznaliście się na Act In Space czy już znaliście wcześniej się?

Znaliśmy się wcześniej, wszyscy pracowaliśmy razem w jednej firmie, a wyjazd na hackathon był nasza wersja wspólnej, weekendowej imprezy. Na Act In Space chciało nas pojechać aż tyle, ze musieliśmy się podzielić na dwie drużyny. W polskim finale druga drużyna z naszej firmy zajęła drugie miejsce.

To mieliście dwie mocne ekipy! W jakiej firmie pracowaliście i czym się tam zajmowaliście? 

Pracowaliśmy wszyscy w firmie Blue Brick (a Martyna i Dominik byli nawet założycielami tej firmy) – to software house czyli firma, która robi aplikacje i świadczy usługi IT dla innych firm.

  • Martyna Kaczmarczyk (wtedy Borkowska) – w firmie odpowiadała za finanse, księgowość, ale też QA, a na hackathonie za ogarnięcie biznesowe, pisanie biznesplanów etc.
  • Dominik Stożek – programowanie, elektronika – tak w firmie jak i na hackathonie
  • Bartek Górnicki – elektronika, mikrosystemy
  • Dawid Adamkiewicz – elektronika, front-end development w pracy i na hackathonie; to on był tym pasjonatem samochodów
  • Asia Krajewska – programowanie tu i tu, a na hackathonie dodatkowo jeszcze UX i UI design
Zespoł Happy Fleet pracuje podczas hackathonu AIS 2016

Jak wyglądał finał międzynarodowy? Duża konkurencja? Jakie wrażenia przywieźliście z Tuluzy?

Finał odbywał się w trakcie Toulouse Space Show wiec mieliśmy darmowy wstęp i mogliśmy przejść się po stanowiskach wystawienniczych i posłuchać prezentacji.

Pierwszego dnia odbywał się finał francuski, a drugiego międzynarodowy. Niestety nie mieliśmy za dużo czasu na zwiedzanie bo musieliśmy pracować nad prezentacją finałową (tak, to tez zostawiliśmy prawie na ostatnią chwilę). Konkurencja była spora. Co prawda nie wszystkie, ale część zespołów reprezentowała bardzo wysoki poziom. Jak o tym pomyślę to cały czas nie mogę przestać się dziwić, że to my wygraliśmy, a nie oni.

Wręczenie nagród obyło się podczas wieczornej gali w Cité de l’espace (Kosmiczne Miasto – muzeum w Tuluzie) gdzie mogliśmy zobaczyć repliki rakiet kosmicznych i stacji MIR – co dla nas, geeków kosmosu, było niesamowitą frajdą. Ale niesamowite rzeczy zaczęły się dopiero gdy dostaliśmy nagrodę. Wtedy mogliśmy się poczuć jak prawdziwi celebryci bo wszyscy chcieli z nami rozmawiać – w tym największe szychy z Europejskiej Agencji Kosmicznej!

Co się teraz dzieje z Happy Fleet?

Niedługo po finale odezwali się do nas ludzie z akceleratora związanego z kosmosem z zaproszeniem do kontynuowania ich programu. Juz wcześniej byliśmy prawie pewni, że chcemy kontynuować projekt, a ich zaproszenie tylko utwierdziło nas w tym przekonaniu. Przez kolejne miesiące pracowaliśmy nad biznes planem, szukaniem inwestorów, aplikacją i samym projektem nakładki na pedał. Niestety teraz nasze prace natrafiły na ścianę, która się zwie „brak czasu i zlośliwość rzeczy martwych”, ale do ukończenia kolejnego etapu projektu zostało już bardzo niewiele i wierze, ze uda nam się to dokończyć jeszcze w tym roku.

Czego się nauczyliście dzięki temu projektowi?

Oczywiście robić fikołki w powietrzu, bez grawitacji jest to całkiem proste ;)

A tak poważnie to, nie mogę mówić za pozostałych członków zespołu, ale ja się nauczyłam bardzo wiele o tym jak się tworzy start-upy, na co zwracać uwagę, co po kolei powinno się robić przy zakładaniu biznesu. Nawet jeśli nasz projekt okaże się kolejnym start-upem, który nie wypali to i tak zdecydowanie warto było go robić, bo dzięki niemu poznaliśmy bardzo dużo niesamowitych ludzi i zwiedziliśmy super miejsca.

Zrobilibyście to jeszcze raz?

Oj bez dwóch zdań. Było to zdecydowanie najlepsze doświadczenie w moim życiu. Pomijając sam lot Zero G i podróż do Francji to poznaliśmy prawdziwego astronautę!

Co poradzilibyście osobie, która chce przyjść na Act In Space 2018?

Aby w trakcie samego hackathonu słuchać rad coachów, bo zazwyczaj mają rację, ale też ważne jest, aby nie zatracić swojego pomysłu w tym całym szaleństwie. Standardem było, ze każda kolejna osoba, która do nas przychodziła miała inne uwagi, często sprzeczne z tym co mówiła nam poprzednia osoba. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że weźmiemy do siebie cześć tych rad, ale resztę zrobimy po swojemu bo inaczej byśmy zwariowali i nic by z tego nie wyszło.

P.S. Jak na każdym hackathonie przyda się też śpiwór i zatyczki do uszu.

Dzięki za rozmowę!

We Need More Space jest patronem medialnym hackathonu Act In Space Warsaw 2018 – rejestracja już jest otwarta! Więcej informacji znajdziesz w artykule poniżej.

Zapraszamy na hackathon Act In Space Warsaw 2018!