Mój kosmiczny rok 2017

3

Rok 2017 był dla mnie niesamowicie kosmiczny! Aż trudno to ogarnąć. Tak dzień po dniu tego nie widać, ale jak spojrzy się za siebie, wtedy okazuje się, że z porozrzucanych kropeczek wyłoni się bardzo ciekawy obraz.

Pierwszą kropeczkę postawiłem w październiku 2016 roku kiedy to nieśmiało zacząłem pisać teksty do bloga o kosmosie. Wtedy nie miał on jeszcze ustalonej dokładnej nazwy, nie miał domeny ani logo. Najpierw wykrystalizował się nazwa We Need More Space a wraz z nią domena. Pod koniec grudnia w przypływie inspiracji narodziło się logo. I przez cały ten pierwszy rok, blog działał na jednym z najbardziej standardowych szablonów WordPressa. „Zacznij zanim jesteś gotowy” – to motto przyświeca mi od pierwszego postu pod takim właśnie tytułem. Nie jest to łatwe motto do wdrożenia dla perfekcjonisty. Na szczęście praca w IT wyrobiła jednak we mnie nawyk fuck it, ship it. Najwyżej się poprawi. To jest ciągła wersja beta. Bo jak mawiał Steve Jobs… Real artists ship. Więc trudno, pierwsze kropki zostały postawione i upublicznione. I tak to się zaczęło…

Waszyngton i konferencja Humans 2 Mars

Pisałem sobie kolejne teksty a blog rozwijał się powolutku. Rok 2017 zaczął się robić na serio kosmiczny w maju, kiedy to poleciałem do Waszyngtonu na konferencję Humans To Mars. Doświadczyłem tam czegoś, co fachowo nazywa się „syndromem impostora”. Występuje on wtedy, kiedy masz przeświadczenie, że nie pasujesz do miejsca w którym jesteś, nie powinno cię tutaj być. Czujesz się niemal jak oszust, który wdarł się na zamkniętą imprezę. „Co ja tam robię? Ja, autor jakiegoś tam malutkiego bloga o kosmosie z Polski, wśród tych VP of Important Things z gigantów amerykańskiego sektora kosmicznego – Boeing, Lockheed Martin, SpaceX czy NASA? Co ja robię wśród tych bardzo dobrze znanych w branży dziennikarzy piszących o kosmosie jak Jeff Foust ze Space News czy Mat Kaplan z Planetary Society?”. Ale prawda jest taka, że kupiłem bilet na konferencję, poleciałem do Waszyngtonu, więc mogłem tam być jak każdy inny.

Jakby tych sław było mało, Buzz Aldrin, drugi człowiek na Ksieżycu, siedział na fotelu obok mnie. Tak. Kosmos.

Buzz Aldrin wstał z fotela na którym siedział tuż koło mnie i zadaje trudne pytania panelistom podczas konferencji Humans To Mars 2017.

A skoro byłem już w Waszyngtonie, to nie mogłem nie odwiedzić niesamowitych (i zupełnie darmowych) muzeów, które znajdują się w tym mieście. W samym centrum miasta, niedaleko Białego Domu i Senatu, ma swoją siedzibę National Air and Space Museum, gdzie można zobaczyć na jednej wystawie tuż obok siebie, w bardzo symbolicznym zestawieniu, samolot, który po raz pierwszy Charles Lindbergh przeleciał Atlantyk w 1927 i lądownik programu Apollo. Wystarczyły tylko 42 lata na dokonanie takiego skoku. Galerię z tego muzeum możesz zobaczyć tutaj. Ale najważniejszym muzealnym kąskiem była możliwość… Dotknięcia prawdziwej księżycowej skały przywiezionej ze Srebrnego Globu przez Apollo 17.

Muzeum National Air and Space ma tak naprawdę dwie lokalizacje, jedną w centrum miasta a drugą pod lotniskiem Waszynton Dulles. Nic dziwnego, że Steven F. Udvar-Hazy Center znajduje się pod miastem, skoro zajmuje aż dwa ogromne hangary, które mieszczą muzeum z setkami samolotów i kinem IMAX. Warto je odwiedzić szczególnie dla trzech eksponatów: samolotu szpiegowskiego Lockheed SR-71 Blackbird, bombowca B-29 Superfortress Enola Gay, który zrzucił bombę na Hiroszimę i… Oryginalnego promu kosmicznego Discovery. Ja pojechałem tam dla tego ostatniego i się nie zawiodłem:

Oryginalny Space Shuttle Discovery – tak, wygląda na duży i jest duży. Do płyty podwozia nie da rady dosięgnąć nawet jak się podskoczy.

Moja skromna osoba i Space Shuttle Discovery. Galeria zdjęć z tego niesamowitego miejsca czeka jeszcze na obrobienie.

Dreams come true!

W pierwszym poście na blogu – Zacznij zanim jesteś gotowy – dość naiwnie napisałem, że chciałbym zaangażować się w jakiś kosmiczny projekt. Nie sądziłem, że stanie się to tak szybko! Nie minął bowiem rok, kiedy w lipcu miałem okazję pomóc w budowie symulowanej bazy księżycowo-marsjańskiej Lunares w Pile, a potem zajmować się marketingiem i PR-em bazy, co zaowocowało nawet wystąpieniem w głównym wydaniu Faktów TVN. O którym dowiedziałem się od znajomych piszących na Facebooku „ej widziałem Cię w telewizji”… Znów totalny kosmos.

Przed bazą Lunares z ekipą analogicznych astronautów Lunar Expedition 1 – to te ludziki w niebieskich kombinezonach. Od lewej: Grzegorz Ambroszkiewicz, Joanna Kuźma, Leszek Orzechowski (kosmiczny architekt ze Space is More), Mariusz Słonina, Marcin T, Matt Harasymczuk, Piotr Konorski, Dorota Budzyń i moja skromna osoba.

10 lipca 2017 przyjechałem z Mattem Harasymczukiem do opuszczonego hangaru lotniczego. Nie wyglądało to dobrze. Boczne wejście do hangaru wyglądało na wejście do komory tortur. Przerobione przez nas na śluzę powietrzną, wyglądało już o wiele lepiej i było pięknym tłem podczas konferencji prasowej przed misją Lunar Expedition 1.

Prowadzę konferencję prasową przed misją Lunar Expedition 1. W tle wejście do śluzy powietrznej. Zdjęcie © Anna B. Gregorczyk

Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc i zaufanie jakim obdarzyli mnie Matt Harasymczuk, Agata Kołodziejczyk i Marcin T – jeśli to teraz czytacie – wielkie dzięki!

Wizyta w ESTEC

Podwieszania do sufitu makieta Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i naturalnej wielkości makieta europejskiego modułu Columbus, do którego można wejść i zobaczyć od środka.

Jakby tego było mało, w sierpniu odwiedziłem European Space Research and Technology Centre (ESTEC) w Holandii. Jedno z centrów Europejskiej Agencji Kosmicznej. Było to niezwykłe przeżycie, bo to nie jest muzeum, które pokazuje co się działo w przeszłości. Tutaj robi się kosmos, pracuje nad obecnymi i przyszłymi misjami. Możliwość zobaczenia tego na żywo była świetnym doświadczeniem. Znów pełen kosmos!

W środku Columbusa w trakcie „skocznej nieważkości”.

Co tam w We Need More Space piszczy?

A co z miejscem, w którym się właśnie znajdujemy? We Need More Space rośnie i z bloga przeistacza się powoli w serwis internetowy, który oferuje nie tylko artykuły do czytania. W czerwcu uruchomiłem Kalendarz Starty Rakiet na Żywo, który informuje o godzinach startów rakiet SpaceX. Daty i godziny startów zmieniają się często, w dodatku podawane są dla stref czasowych amerykańskich, ciężko je przeliczyć czasami na polską godzinę, szczególnie jeśli zmieniamy czas z letniego na zimowy i na odwrót. Dzięki temu kalendarzowi, nie musisz sam tego przeliczać, bo wszystko masz podane na tacy.

We Need More Space urósł do 500 fanów na Facebooku i 100 subskrybentów newslettera (nie jesteś jeszcze na tej liście, zapisz się poniżej!).

Zainwestowałem w profesjonalny szablon WordPressa, po roku korzystania ze standardowego wyglądu. W obecnej konfiguracji nie pokazuje on jeszcze wszystkiego na co go stać, ale będzie on powoli udoskonalany. To będzie ewolucja, a nie rewolucja.

Do redakcji We Need More Space dołączyła Gosia Bień! To mnie bardzo cieszy. Z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że Gosia wybiera bardzo ciekawe tematy, które i mnie interesują. Po drugie cieszy mnie, że WNMS przestaje być serwisem jednego autora. Tyle jest ciekawych rzeczy dziejących się w kosmosie, że jedna osoba nie jest w stanie tego wszystkiego opisać. Jeśli więc czytasz te słowa, interesuje Cię tematyka kosmiczna i lubisz pisać, to zapraszam do współpracy.

Mi samemu zaś po roku prowadzenia We Need More Space wyklarowało się o czym chcę pisać i co mnie w tym kosmosie najbardziej jara. Od początku wiedziałem, że będzie to wszystko związane z działalnością firmy SpaceX oraz eksploracją Układu Słonecznego przez różnego rodzaju sondy kosmiczne. W 2017 odkryłem i poznałem wiele ludzi, którzy nie tylko czytają czy piszą o kosmosie, ale oni robią coś konkretnego w tej dziedzinie i jest to absolutnie fascynujące. Na nich chcę się skupić w nadchodzącym czasie. Pod koniec 2017 odkryłem także rosnącą polską branżę kosmiczną. Spodziewam się, że ona będzie całkiem sporym motywem przewodnim 2018 roku.

Idzie nowe

Tuż przed końcem 2017 odpaliłem serię spotkań Code For Space. W tej chwili grupa osób zainteresowanych programowaniem i kosmosem liczy już ponad 120 osób. Odbyły się dwa spotkania – jedno w grudniu, drugie w styczniu – a następne są w planach. Rozpocząłem także prace w ramach akceleratora ReaktorX nad serwisem internetowym i aplikacją Focus Space, która pomaga się skupić i uniknąć rozproszeń w kosmicznych klimatach.

W 2018 chcę położyć duży nacisk na wydarzenia i spotkania twarzą w twarz. Nie tylko te prowadzone przeze mnie, ale te organizowane przez pasjonatów kosmosu w całej Polsce. Kalendarz We Need More Space Events ruszy z przytupem od lutego 2018.

Connect the dots

You can’t connect the dots looking forward; you can only connect them looking backwards. So you have to trust that the dots will somehow connect in your future.

Steve Jobs

Zupełnie nie spodziewałem się tego co się wydarzyło w 2017 roku. Robiłem pewne rzeczy, bo po prostu mnie one fascynowały i kręciły. Nic samo jednak nie „spadło z nieba”. Trzeba było wykazać inicjatywę i podjąć działanie. Do tego nic co wartościowe nie powstaje ot tak, zupełnie łatwo. Często, jeśli nie zawsze, wymaga długiej pracy. Łatwo zrezygnować przy pierwszych trudnościach. Kiedy się stawia te pojedyncze kropki wydają się one takie zwyczajne, szare i mało znaczące. Dopiero jak się na nie spojrzy z pewnej odległości i połączy ze sobą… Układają się w taki kosmiczny obraz.