„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos” – Tom Wolfe – recenzja książki

1
Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w Kosmos - Tom Wolfe

Pierwsi amerykańscy astronauci to prawdziwi bohaterowie, którzy odegrali ważną rolę w podboju Kosmosu. Ludzie, którzy podczas zimnej wojny byli prawdziwym wzorem patriotyzmu i szlachetności gotowi ryzykować swoje życie w wielkim kosmicznym wyścigu. Książka „Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w Kosmos” Toma Wolfe opowiada o takich ludziach, począwszy od ich początków kariery pilota, po pierwsze loty w kosmos. Robi jednak coś, czego nie znajdziecie w innych książkach, poruszających ten temat. Zrzuca okowy propagandy, która była kreowana na potrzeby wzorca prawdziwego bohatera. Kim więc naprawdę byli astronauci i jak wyglądało zdobywanie kosmosu bez cenzury?

„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w Kosmos” Toma Wolfe to książka, która zrewolucjonizowała amerykański reportaż. Oryginalnie wydana pod tytułem „The Right Stuff” (1979 r.) otrzymała nagrodę dla najlepszej publikacji non-fiction. Dla miłośników kosmosu i astronautyki szybko stała się pozycją kultową. Opowiada o początkach NASA, lotach eksperymentalnych i pierwszych astronautach. Zaledwie 4 lata po publikacji na ekrany kin trafiła jej filmowa adaptacja. W Polsce książka po raz pierwszy pojawiła się w 1993 roku pod tytułem „S-kadra”. Teraz na rynku pojawiło się kolejne jej wydanie i warto po nie sięgnąć.

Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos – Tom Wolfe

„Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w Kosmos” to książka, która wciągnęła mnie bez reszty. Poszczególne rozdziały są bardzo ładnie podzielone tematycznie i poruszają różnorodne aspekty i wydarzenia związane z karierą astronautów w czasach zimnej wojny. Ale najlepsze w książce jest to, że autor przedstawia świat pilotów wojskowych i przyszłych astronautów bez typowego retuszu. Aż dziwne, że książka ujrzała światło dzienne. Ale to jest w niej najlepsze. Czytając „Najlepszych…” wreszcie mamy wrażenie, że astronauci to zwyczajni ludzie. Z każdym kolejnym rozdziałem dostajemy obraz różnych, nawet trudnych charakterów. Czytamy o wzlotach i upadkach w karierze astronautów, zaglądamy za kulisy, widząc jakie dramaty odbywają się za zamkniętymi drzwiami. I to jest fantastyczne! Bo dobór opowieści jest bardzo dobry i ciekawy, a język autora sprawia, że zanurzasz się w lekturze z łatwością.

Z książki dowiecie się m.in:

    • Czym jest/była tradycja Latania i Chlania, Chlania i Rajdowania
    • Jaką rolę odegrał kij od miotły w przekraczaniu bariery dźwięku
    • Jakie pokrętne badania (czyt. eksperymenty) przeprowadzali lekarze na przyszłych astronautach
    • Dlaczego reszta astronautów nie przepadała za Johnem Glennem
    • Dlaczego piloci z legendarnej bazy Edwards szydzili z pierwszych astronautów (cała rywalizacja piloci vs. astronauci jest zresztą fascynująca)
    • Jaki absurdalny szał i kult ogarnął społeczeństwo amerykańskie na punkcie astronautów
    • Jak okrutnie wykorzystywano szympansy w programie Mercury (cel uświęca środki)
    • Jaką rolę naprawdę odgrywały żony astronautów w ich karierze

…i wiele wiele więcej :)

Historię lotnictwa można podzielić na dwa etapy – okres przed pokonaniem bariery dźwięku i po jej pokonaniu. Aż do połowy lat 40., samoloty osiągały prędkości do 950 km/h, natrafiając wówczas na tzw. barierę dźwięku. Zarówno piloci jak i wielu inżynierów wiedzieli jednak, że można ją pokonać i polecieć szybciej. 14 października 1947 roku amerykański pilot Chuck Yeager pilotujący eksperymentalny samolot Bell X-1, jako pierwszy człowiek w historii pokonał barierę dźwięku. Przeżył spotkanie z tzw. „demonem prędkości” i został legendą lotnictwa.

„Każdy kto często podróżuje pasażerskimi liniami lotniczymi w Stanach Zjednoczonych, szybko rozpoznaje głos pilota płynący z głośników. Pilot ma specyficzny, południowy-niepołudniowy akcent i lekko zaciąga, jakby z wiejska. Cedząc i połykając zgłoski, mówi przy tym z takim spokojem, z tak przesadnym opanowaniem, jakby sam siebie parodiował (jednak ten głos dodaje otuchy – mimo wszystko!). Szaleje burza, samolotem miota, kołysze i ciska, a ów głos prosi o zapięcie pasów, bo „może lekko huśtać”. Tuż po świcie samolot z Phoenix schodzi do lądowania na lotnisku Kennedy’ego w Nowym Jorku, a taki sam głos oznajmia: „Mmm… Mówi kapitan… Hmm… Proszę Państwa… Mmmm… Na panelu zapaliła się taka mała czerwona lampka. Chce nam chyba powiedzieć, że podwozie wyszło… hmmm… tylko częściowo i że nie zaskoczyło. Mmm… Myślę, proszę państwa, że z tą czerwoną lampką jest coś nie tak, że ona robi nas w konia. Po prostu… hmmm… wzięła i nawaliła… – W tym miejscu słychać krótki, zduszony chichot, potem następuje długa przerwa, jakby pilot chciał powiedzieć: W sumie nawet nie wiem, czy warto tym państwu zawracać głowę, ale może to was rozbawi. – Hmm… Żeby wszystko było jak trzeba, musimy tej lampce poprawić humor, więc… mmm… zejdziemy na jakieś… hmmm… czy ja wiem… sześćdziesiąt, może dziewięćdziesiąt metrów, przelecimy nad pasem startowym, a chłopcy z lotniska, zerkną i sprawdzą, jak to z tymi naszymi kółeczkami jest. (- To oczywiste, że z ‚kółeczkami’, tak samo jak ze wszystkimi częściami tego olbrzymiego statku powietrznego, kapitan jest w najlepszych, prawdziwie kumplowskich stosunkach). Hmmm… I po mojemu zawiadomią nas, że szafa gra, że klawo jest, i zaraz będziemy siadać”.

Po dwóch niskich przelotach nad pasem startowym głos odzywa się znowu: „Hmmm… Proszę państwa, ci faceci tam na dole… Mmm… Chyba jeszcze dla nich za wcześnie albo co, może mają zapluszczone oczy, bo… hmmm… bo mówią, że nic nie widać i diabli wiedzą, czy kółeczka wyszły prawidłowo, czy nie. Ale powiem państwu, że tu, w kabinie, wszyscy jesteśmy… mmm… przekonani, że podwozie zaskoczyło na cacy, więc zaraz będziemy lądować… Hmmm… Aha… (-omal bym zapomniał). Przedtem zrobimy króciutki wypad nad ocean i zrzucimy nadwyżkę paliwa, którego już przecież… mmm… nie potrzebujemy, prawda? To, co będzie tryskało ze skrzydeł, to właśnie paliwo, nic innego.

Tymczasem nasze miłe panienki… hmmm… przejdą się między rzędami i pokażą państwu, jak należy zrobić coś, co nazywamy tu… mmm… ‚przyjęciem pozycji'”. – I znów krótki, zduszony chichot. (To takie fajne, robimy to tak często, że nawet to nazwaliśmy.).Między rzędami zaczynają krążyć stewardessy; sądząc z wyglądu, jakby trochę bardziej ponure niż ten głos. Każą pasażerom zdjąć okulary, wyjąć z kieszeni długopisy i wszelkie ostre przedmioty, demonstrują, jak należy opuścić głowę i „przyjąć pozycję”. Tymczasem tam na dole, na pas startowy wyjeżdżają z rykiem żółte wozy straży pożarnej. Ale chociaż serce wali ci jak oszalałe, chociaż dłonie i czoło spływają potem, chociaż wiesz, że oto nadchodzi najkrytyczniejsza chwila twojego życia, wciąż nie możesz w to uwierzyć, bo gdyby naprawdę… to czy sam kapitan, człowiek, który przecież najlepiej zna sytuację… czy kapitan mógłby tak gadać, chichotać, tam mmmkać, tak hmmmkać, tak luzacko zaciągać tym swoim charakterystycznym głosem?…

Ba! Któż tego głosu nie zna! I któż go może zapomnieć! – nawet jeśli okazało się, że kapitan miał rację i niebezpieczeństwo minęło.

Ów specyficzny sposób mówienia trochę przypomina akcent południowy lub południowo-zachodni, ale tak naprawdę wywodzi się z Appalachów, z gór Wirginii Zachodniej, z czarnego zagłębia okręgu Lincoln, z zapadłej głuszy, gdzie, jak powiadają, sam diabeł mówi dobranoc. Pod koniec lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych ten nosowy, cedząco-zaciągający głos płynął z napowietrznych wyżyn kalifornijskiej pustyni, płynął z samego wierzchołka piramidy, spływał w dół, coraz niżej i niżej, i przenikał całe amerykańskie lotnictwo. To było zadziwiające. Jakbby taki Pigmalion na odwyrtkę. Piloci wojskowi, a wkrótce potem piloci linii pasażerskich, lotnicy z całego kraju zaczęli stękać, bąkać, gęgać przez nos, hmmkać tym rozwlekłym bełkotem z Wirginii Zachodniej lub robili wszystko, by swój rodzinny akcent do niego nagiąć. Bo to był akcent najbardziej szanowanego, najdzielniejszego i najcnotliwszego z Błękitnych Rycerzy: akcent Chucka Yeagera.”

Mamy więc w książce historie komiczne, zabawne, jak i smutne oraz wzruszające, refleksyjne i trzymające w napięciu. Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych książek o początkach programów kosmicznych i powstaniu NASA. Naprawdę bez cenzury. W związku z tym w pozycji pojawiają się też słowa powszechnie uważane za wulgarne. Ale w tym wydaniu absolutnie nie przeszkadzają (spokojnie, nie ma ich dużo).

Biorąc pod uwagę moją sklerozę, bardzo dużo ciekawostek i faktów pamiętam po przeczytaniu „Najlepszych…”. To potwierdzenie, że to bardzo dobra lektura. Polecam, bo to prawdziwa kosmiczna perełka na rynku wydawniczym.

Bohaterowie książki:

  • Malcolm Scott Carpenter – komandor Marynarki Stanów Zjednoczonych, pilot doświadczalny i inżynier. Jeden z siedmiu uczestników programu Merkury. Drugi Amerykanin wysłany na orbitę Ziemi (pierwszym był John Glenn) i czwarty w kosmosie.
  • Leroy Gordon „Gordo” Cooper Jr. – pułkownik Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, pilot doświadczalny i inżynier. Pilotował najdłuższy i ostatni lot w projekcie Merkury w 1963 roku. Był pierwszym Amerykaninem, który spał w kosmosie podczas tego 34-godzinnego lotu i ostatnim astronautą wysłanym na orbitę na samotną misję.
  • John Glenn – amerykański lotnik, astronauta i polityk. Był senatorem w latach 1974-1999. W 1962 roku został pierwszym Amerykaninem wysłanym na orbitę Ziemi, okrążył ją trzykrotnie. Jeden z Siódemki Merkurego.
  • Virgil Ivan „Gus” Grissom – jeden z siedmiu uczestników programu Merkury, podpułkownik Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, pilot doświadczalny i inżynier. Drugi Amerykanin w kosmosie i pierwszy członek Korpusu Astronautów NASA, który odbył dwa loty w kosmos. Zginął podczas misji Apollo I.
  • Walter Marty „Wally” Schirra Jr. – kapitan Marynarki Stanów Zjednoczonych, astronauta. Jeden z Siódemki Merkurego – po raz pierwszy znalazł się kosmosie 3. października 1962 roku. Podczas lotu trwającego 9 godzin, 13 minut i 11 sekund 6-krotnie okrążył Ziemię.
  • Alan Bartlett Shepard Jr. – pilot doświadczalny, kontradmirał marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych i biznesmen. Pierwszy amerykański astronauta – w ramach programu Merkury, 5 maja 1961 roku rakieta Redstone wyniosła pojazd „Freedom 7″ z Shepardem na pokładzie na suborbitalną wysokość 187,4 km.
  • Donald Kent „Deke” Slayton – major Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Był pilotem w czasie II wojny światowej, a później inżynierem i pilotem doświadczalnym wybranym do projektu Merkury. Swój pierwszy i zarazem jedyny lot w kosmos odbył w 1975 roku w ramach projektu Sojuz-Apollo.
  • Joseph Albert „Joe” Walker – amerykański pilot wojskowy i doświadczalny, kapitan Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. W 1963 roku jako pierwszy osiągnął wysokość suborbitalną samolotem doświadczalnym North American X-15. Pierwszy człowiek, który dwukrotnie znalazł się w kosmosie. Zginął w katastrofie lotniczej 8 czerwca 1966 roku.
  • Charles Elwood „Chuck” Yeager – generał dywizji Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. As myśliwski z czasów II wojny światowej, a w późniejszym okresie pilot doświadczalny. Był pierwszym człowiekiem, który, lecąc eksperymentalnym samolotem X1, przekroczył barierę dźwięku.

A po przeczytaniu książki, polecam ekranizację „The Right Stuff” z 1983 roku (bez książki traci się wiele fajnych smaczków).