Obserwatorium w Gorcach, czyli gdzie w Polsce jest „najbliżej” kosmosu

0

Niewiele osób wie o istnieniu tego miejsca. Tym bardziej mało kto zdaje sobie sprawę, że na tym szczycie w Gorcach na co dzień, już od 30 lat, pracują astronomowie krakowskiej uczelni. Skoro wiosna w pełni, zapraszam na spacer do obserwatorium, które (można powiedzieć) jest w Polsce najbliżej kosmosu.

Jak zaświeciły mi się oczy

Najpierw były pierogi z jagodami. Jemy je zawsze w schronisku na Starych Wierchach, gdy spędzamy ze znajomymi weekend w Konikach. Raz gdy stamtąd wracaliśmy, kolega stanął, zawołał nas i wskazał na drugą stronę gór: „jak się przyjrzycie, wypatrzycie tam obserwatorium”. Wyglądało czarująco. Nikt z nas nie wiedział, do kogo należy.

Pierwszą rzeczą, jaką wklepałam wtedy w internet po powrocie do domu, była fraza „obserwatorium w Gorcach”. Wystarczyły dwa zdania, żeby zaświeciły mi się oczy. Pierwsze: to najwyżej położone i jedyne wysokogórskie obserwatorium astronomiczne w Polsce. I zdanie drugie: placówka na szczycie Suhora jest… krakowska (stamtąd pochodzę). Na co dzień pracują tam badacze Uniwersytetu Pedagogicznego, i to już od 30 lat. Czyli nie  tylko Uniwersytet Jagielloński ma swoje obserwatorium.

Jak rektor obiecał teleskop

Był rok 1982. Prof. Jerzy Kreiner kierował Zakładem Astronomii na Uniwersytecie Śląskim, gdy Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Krakowie zaproponowała mu poprowadzenie kilku godzin wykładów z astronomii, a niedługo później – etat. Kreiner nie był jednak przekonany, miał ważne stanowisko w Katowicach. Poza tym, w Krakowie brakowało mu najważniejszego narzędzia pracy – teleskopu. Wtedy ze strony rektora uczelni padło pytanie: „A gdybyśmy Panu stworzyli odpowiedni warsztat pracy naukowej?”. „Wtedy przejdę na WSP” – zadeklarował profesor.

Tak zaczęły się starania WSP (obecnie UP) o własne obserwatorium. Początkowo teleskop miał stanąć w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego na Bielanach, ale tuż przed podpisaniem umowy władze UJ wycofowały się. Kreiner zaproponował wówczas wzniesienie Suhora w Gorcach. W krótkim czasie udało się zdobyć pieniądze nie tylko na teleskop firmy Carl Zeiss Jena, ale i na niewielkie obserwatorium. Zwierciadło teleskopu liczyło 60 cm średnicy – pod tym względem, do tej pory, jest drugim największym w Polsce. Ma bardzo dobre opinie wśród specjalistów na całym świecie.

Jak pomagało wojsko

Pierwsza połowa lat 80., czyli czas załamania gospodarki. Trzeba było kupić działkę, uzyskać pozwolenia, czy… zamówić okna zgodne z projektem. Okazało się, że w całej południowej Polsce takich okien nie ma, więc projekt uległ zmianie pod okna właśnie. Tylko jedna firma podjęła się budowy, ale zażyczyła sobie m.in. dowozu materiałów. „Gdyby nie życzliwość wielu osób i mnóstwo kontaktów, nie udałoby się” – wspomina dziś prof. Kreiner w jednym z wywiadów. Najważniejszy i najdelikatniejszy sprzęt, na Suhorę przywiozła – nieodpłatnie – brygada Czerwonych Beretów.

Mechanicy Zeissa przyjechali pewnego dnia odwiedzić obserwatorium. Wszystko dokładnie oglądali, mierzyli betonową średnicę podstawy pod ruchomą część obrotowej kopuły (musi to być idealny okrąg o średnicy 5 metrów). Nie mogli wyjść z podziwu, że zachowano dokładność 0,5 cm. Zwykle zastawali kopuły, które trzeba było w pośpiechu poprawiać.

Jak dotrzeć do pracy

Gorce są znacznie bliżej Krakowa niż znane z pięknego nieba Bieszczady, ale droga do tej pracy to wciąż nie taka prosta sprawa. Obserwatorium jest położone 1000 metrów nad poziomem morza. Niby prowadzi tu droga, ale bez auta terenowego wjechać nie ma szans. Astronomowie zostawiają więc samochody w Koninkach i maszerują – Markowi Drożdżowi, który gościł mnie w obserwatorium, zajmuje to z plecakiem jakieś 1,5 godziny (różnica wysokości między parkingiem a szczytem Suhory to około 350 metrów). Jeśli można skorzystać z kolejki stacji narciarskiej, część tej wysokości pokonuje się na krzesełku, w koronach drzew.

Dlatego gdy już astronom tutaj przyjeżdża, zazwyczaj zostaje na kilka dni. Najdłużej pan Marek pracował tu w jednym ciągu dwa tygodnie. Zważając na to, że obserwatorium znajduje się pośrodku niczego, a astronomów jest zaledwie dwóch-trzech, można się przez ten czas czuć jak w pustelni. Oczywiście pracownicy nie narzekają – w końcu widać tu Drogę Mleczną jak na dłoni, czuć łączność z naturą.

Astronom Marek Drożdż:

Nie dość, że jest się blisko nieba, to na dodatek w górach. Wspaniałe połączenie. Opowiadać o tym jest trudno, ale tutaj można odnaleźć swoje miejsce we wszechświecie.

Jak przeleciał meteor

Pan Marek wspomina, jak wczesną jesienią zeszłego roku wyszedł w nocy na zewnątrz. Nagle niebo rozbłysnęło, a w okolicy zrobiło się wręcz jasno. Potem sprawdził na zapisie teleskopu, że o tej godzinie nad Polską przeleciał bolid, czyli meteor jaśniejszy niż Wenus. To, co widzi teleskop, możecie oglądać tutaj na stronie Obserwatorium Astronomicznego na Suhorze.

Oprócz tego, że Gorce są po prostu piękne, dają badaczom lepsze warunki niż np. Tatry, gdzie chmury tak łatwo nie odpuszczają. Astronomowie ze Słowackiej Akademii Nauk, którzy pracują właśnie w Tatrach, wyliczają, że mają tylko 50 nocy obserwacyjnych. Uniwersytet Pedagogiczny przynajmniej drugie tyle.

Jak astronom patrzy

Pan Marek opowiada, że gdy dzieci przyjeżdżają na wycieczkę i pytają „jak astronom patrzy w teleskop”, pojawia się mały problem. Bo jak wytłumaczyć dzieciakom, że to nie astronom obserwuje niebo, ale robi to kamera? Mniej romantycznie, ale tak to współcześnie działa – kamera widzi kosmos i wysyła obrazy do komputerów, przy których pracują naukowcy. Z pozycji komputera można operować zarówno teleskopem, jak i kopułą.

Jednak obecność obserwatora jest niezbędna. W Polsce, a zwłaszcza w górach, pogoda zaskakuje, a wtedy pojawiają się nietypowe sytuacje. Zdarza się brak prądu. Choć obserwatorium jest przygotowane na to, aby nie stracić zgromadzonych danych, podczas mrozów mogą wystąpić inne nieprzewidziane awarie. Dlatego teleskop nie może pracować wyłącznie pod nadzorem komputera.

Jak świat poznał Suhorę

Obserwatorium UP uczestniczy w dużym, międzynarodowym projekcie badawczym „Teleskop globalny” – The Whole Earth Telescope. Polega on na obserwacji wybranych obiektów przez 24 godziny na dobę. W jednym miejscu jest to oczywiście niemożliwe, bo noc trwa maksymalnie kilkanaście godzin, a nie każda jest przecież bezchmurna. W programie bierze udział ponad 20 różnych obserwatoriów na całym świecie. I tak, gdy na Suhorze kończy się noc, dalsze obserwacje – tego samego obiektu – są kontynuowane np. na Wyspach Kanaryjskich, a potem na Hawajach.

Długotrwałe, wieloletnie obserwacje tych samych obiektów w kosmosie, pozwalają na wyciąganie ważnych i ciekawych danych m.in. na temat kwazarów – światła sprzed 13 miliardów lat. Pozornie przypominają one gwiazdy, lecz w rzeczywistości są czymś w rodzaju galaktyk. Ich badanie to jednocześnie poznawanie najdawniejszej historii Wszechświata. Obserwacje na największych teleskopach na świecie są bardzo drogie, ustawiają się do nich długie kolejki badaczy, więc kilkuletnie patrzenie na kwazary byłoby na nich niemożliwe.

Jak uczyć emocjami

Cieszę się, że w ogóle mogłam tu być, ale niestety, nie zostałam na noc. Studenci zostają. Wtedy najczęściej mówią: nie wiedzieliśmy, że można zobaczyć gołym okiem tyle gwiazd. Takie stwierdzenie nie dziwi – wiecie, jak wielu młodych ludzi, ani razu w swoim życiu, nie widziało Drogi Mlecznej? Obserwatorium UP to dla nich nie tylko poznanie naukowych podstaw astronomii, ale jej emocjonalne doświadczenie.

Prof. Jerzy Kreiner, założyciel obserwatorium: W miarę naszych możliwości pozwalamy na zwiedzane Obserwatorium wycieczkom szkolnym, turystom, miłośnikom astronomii. Staramy się ich zainteresować naszą pracą oraz pięknem widzialnego Wszechświata.

***

Dziękuję Marcinowi Kanii za wywiad z prof. Jerzy Kreinerem, który ukazał się na łamach pisma „Konspekt”, Markowi Drożdżowi za ciepłe przyjęcie i operatorowi Zygiemu za piękne ujęcia.