Za naszego życia przeżyjemy największą przygodę w historii ludzkości

3

Tysiące książek i filmów science fiction opisało przyszłość ludzkości: skolonizowaliśmy planety i latamy między gwiazdami. Rzeczywistość wygląda jednak trochę mniej kolorowo.

Od ostatniego lądowania ludzi na Księżycu w grudniu 1972 podczas misji Apollo 17 (niedawno miałem okazję dotykać skały księżycowej przywiezionej podczas tej misji) niewiele się działo jeśli chodzi o załogowe loty kosmiczne. Owszem, stworzono kilka stacji kosmicznych na niskiej orbicie okołoziemskiej, a w końcu zbudowaliśmy jedną dużą – Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS – International Space Station). Amerykanie skonstruowali Promy Kosmiczne. Okazały się one jednak z perspektywy czasu ślepym zaułkiem. Nie były wcale tanie w eksploatacji a przygotowanie Promu do ponownego lotu trwało miesiącami. Chiny jako trzeci kraj w historii wysłał własnymi siłami swoich astro… kosmo… nie, taikonautów w przestrzeń i… To by było na tyle. To się jednak bardzo szybko zmieni.

Za naszego życia polecimy na Marsa

NASA

Jeśli myślimy o załogowym locie na Marsa to od razu w głowie pojawia się nam organizacja, która od kilkudziesięciu lat kojarzy się z postępem i eksploracją kosmosu – NASA. O locie na Czerwoną Planetę NASA mówi od kilku dekad. Zawsze ma to nastąpić za 30 lat, ale do tej pory nic się nie wydarzyło na serio oprócz wysłania wielu sond i automatycznych łazików. Teraz pewne rzeczy zaczynają się zmieniać.

Amerykański Kongres wpisał w cele NASA załogową eksplorację kosmosu poza niską orbitę okołoziemską oraz umożliwienie trwałej obecności ludzi na innym ciele niebieskim. Więcej o tym i o obecnej sytuacji w NASA w następnym poście z serii.

NASA poleci na Marsa również z innych powodów. Opinia publiczna coraz bardziej popiera ten kierunek. Na Księżycu już byliśmy – to raz. Księżyc jest blisko – to dwa. Ale to dopiero Mars rozbudza wyobraźnię. Od czasów programu Apollo wyrosło już całe pokolenie ludzi, którzy te misje znają tylko z filmów dokumentalnych a nie z własnego doświadczenia. Ci ludzie, my, czekamy na coś nowego, wielkiego i spektakularnego. Jesteśmy stęsknieni takich nowych wypraw i przygód. Ekscytację Marsem i wyprawą tamże dobrze widać w popkulturze i w sukcesach książek i filmów science fiction takich jak „Marsjanin” czy serialu dokumentalnego National Geographic „Mars” (zdjęcie z drugiego odcinka tego serialu stanowi główną ilustrację do tego wpisu).

Trump

Nowej administracji prezydenta Trumpa bliżej jest do Księżyca niż do Marsa. Trump chciałby bowiem w czasie drugiej swojej kadencji pokazać coś spektakularnego, jak lot amerykańskich astronautów wokół Księżyca jako dowód na to, że America is great again. W ciągu następnych 7 lat jest to możliwe. Lot na Marsa jeszcze nie. Czyli teoretycznie administracja Trumpa lot na Marsa oddala nam niż przybliża. Niekoniecznie.

Administracja Trumpa może się jednak nam przysłużyć tym, że popchnie dalej rozwój prywatnego sektora kosmicznego. Takim pierwszym krokiem było stworzenie dwóch programów (za czasów prezydenta Obamy):

  • COTS – Commercial Orbital Transportation Services – czyli budowy statków kosmicznych mogących zawozić ładunki na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Po wycofaniu Wahadłowców w 2011 roku Amerykanie byli zdani na statki rosyjskie, japońskie i europejskie.
  • CRS – Commercial Resupply Services – czyli dostaw ładunków na MSK za pomocą statków kosmicznych zbudowanych w ramach programu COTS.

Co bardzo ważne – oba te programy działają na zasadzie ustalonej z góry ceny za wykonanie określonych prac. Do tej pory NASA zamawiała rakiety, misje kosmiczne i pojazdy u różnych firm i dostawców na zasadzie „koszty + zysk”, czyli dana firma określała jaki będzie koszt tego co ma wykonać, a NASA do tego kosztu doliczała kilka procent więcej jako zysk dla firmy. Jest to mechanizm, który, mówiąc delikatnie, nie zachęca wykonawców zleceń do oszczędności. Wprost przeciwnie.

Sukces programów COTS i CRS dla misji na orbitę Ziemi skłania administrację Trumpa do stworzenia podobnego programu dla misji księżycowych. W maju 2017 NASA rozesłała tak zwane Request For Information, czyli zapytanie do różnego rodzaju amerykańskich firm, czy byłyby one w stanie dostarczyć ładunki na powierzchnię Księżyca i z powrotem. To może poprzedzać ogłoszenie programów COTS/CRS dla Księżyca. Dlaczego to świetna wiadomość dla osób wspierających misję na Marsa?

Lot na Marsa od czasów zakończenia programu Apollo nie odbył się przede wszystkim z jednego prostego powodu – KOSZT. Sam lot na Księżyc był możliwy, dlatego że wtedy na ten cel budżet NASA był właściwie nieograniczony ze względu na Zimną Wojnę i wyścig ze Związkiem Radzieckim. Od tamtej pory tak nie jest i NASA musi liczyć się z rzeczywistością finansową.

Rozwinięcie sektora prywatnych firm, najpierw dostarczających ładunki i ludzi na orbitę, a potem na orbitę Księżyca i jego powierzchnię, może wskazać kierunek i sposób jak zrobić to w zrównoważony sposób również z wyprawą na Marsa. Tak, zapewne zajmie to trochę dużo więcej czasu, niż gdybyśmy teraz od razu chcieli polecieć na Marsa, ale jak w końcu na Czerwoną Planetę polecimy, to zrobimy to lepiej niż w przypadku programu Apollo i Księżyca. Dlaczego? Tamte misje, mimo, że spektakularne, warte szacunku i podziwu, miały jedną wadę – były to misje „flags & footprints”- chodziło o zatkniecie flag i zrobienie odcisków butów na zdobywanym terenie. Niestety dziedzictwem tych misji nie było założenie stałej osady czy stacji naukowej na naszym naturalnym satelicie. Tak nie może być w przypadku Marsa. Jeśli polecimy tak daleko, w tak straszliwie niebezpieczną misję, ponosząc przy tym gigantyczne koszta, to musi to być zrobione z powodów większych i ważniejszych niż tylko kto zdobędzie coś pierwszy.

Wracając do Donalda Trumpa, to on i jego administracja może dużo zrobić dla rozwoju prywatnego sektora, choćby tylko dlatego, że sam prezydent to przedsiębiorca. Woli on również pakować pieniądze w loty załogowe niż w badania naukowe, szczególnie kiedy NASA udowadnia realność globalnego ocieplenia, co nie jest po drodze z jego poglądami. Ale to nie czas i miejsce na rozważania na ten temat. Administracja Trumpa wydaje się sprzyjać załogowym lotom w kosmos poza orbitę ziemską. I to w kontekście wyprawy na Marsa jest bardzo dobrą wiadomością.

Prywaciarze z wizją i zasobami

Szanse na załogową wyprawę na Marsa za naszego życia są coraz większe również dlatego, że nie musimy polegać tylko na jednej rządowej organizacji. NASA ma teraz ambitną konkurencję – prywatne firmy. Szczególnie chodzi tutaj o SpaceX, firmę założoną przez Elona Muska. Jej nadrzędnym celem jest stworzenie samowystarczalnej kolonii na Marsie i uczynienie ludzkości gatunkiem międzyplanetarnym. Oto wielki i szczytny cel wypraw na Marsa! SpaceX jest firmą prywatną, dowodzoną przez charyzmatycznego Muska, więc nie muszą oni używać politycznie poprawnej nowomowy, ale mówić tak śmiało, jak mało kto, co im się marzy i dokąd zmierzają.

Największa przygoda w historii ludzkości – więcej o tym cytacie.

SpaceX nie jest jednak grupą marzycieli. Oni robią rzeczy i zmieniają świat. Wymyślili sobie, że rakiety muszą być wielokrotnego użytku, aby można było zbić ceny lotów w kosmos w dół. I choć wielu ludzi pukało się w czoło, to SpaceX dokonało rzeczy wydawałoby się niemożliwej – sprowadzili z orbity i bezpiecznie wylądowali już kilkanaście razy Falcona 9 i kilka razy wysłali taką używaną rakietę jeszcze raz w kosmos i z powrotem. Ale do stworzenia kolonii na Czerwonej Planecie potrzeba rakiety większego kalibru.

Dlatego Musk zaprezentował światu BFR – Big Fucking Rocket [galeria] – nawet delikatnie zmniejszona wersja tego projektu, zaprezentowana we wrześniu 2017 roku, robi wrażenie. Rozmiarami BFR przypomina Saturna V ale może wynieść o wiele więcej ładunku na orbitę. BFR umożliwi loty i lądowania na Księżyc i wysyłanie ludzi i ładunku na Marsa. Od wielu lat budowany jest też potężny silnik Raptor napędzany metanem (bo na Marsie można wyprodukować to paliwo z powietrza planety). We wrześniu 2016 nastąpiło pierwsze pełne odpalenie silnika. Prace rozwojowe nadal trwają. Budowa i testy BFR mają nastąpić w latach 20′ a loty z zaopatrzeniem i ludźmi w latach 30′ – są to moje ostrożne szacunki. Musk lubi podawać nierealistyczne terminy. Ja wolę być bardziej zachowawczy. Niemniej jednak ludzie stawiający pierwsze kroki na Marsie w latach 30? To będzie mega wydarzenie, które cały świat oglądałby z zapartym tchem.

Niebieska konkurencja

Ale SpaceX nie jest sama na placu boju ze swoimi marzeniami. Powoli i po cichu Muskowi rośnie potężna konkurencja – firma Blue Origin założona przez Jeffa Bezosa, twórcę potęgi Amazon.com. W latach 20′ wejdzie do produkcji ich potężna rakieta New Glenn – większa od Falcona 9, a mniejsza od BFR. Na jej potrzeby również jest rozwijany zupełnie nowy silnik BE-4, także zasilany metanem. Ta rakieta służyć będzie jednak do wynoszenia dużych ładunków na orbitę Ziemi i Księżyca. Bezos otwarcie mówi o podboju Księżyca. Nie wspomina za bardzo o Marsie. Poza jednym małą wskazówką. Twórca Blue Origin zapowiedział, że firma pracuje także nad kolejną rakietą, która się będzie nazywała New Armstrong! Wybór nazwiska pierwszego człowieka na Księżycu wskazuje, że to będzie wielka rakieta przeznaczona do wielkich celów. Czy słyszę jak ktoś szepcze Mars?

Inne mniejsze wskaźniki

Marsowi sprzyja także ogólny rozwój technologii oraz woli politycznej, aby eksplorować i zdobywać kosmos. Chiny jako trzeci naród na świecie samodzielnie wynoszą ludzi w kosmos. Niedługo zasiedlą swoją stację kosmiczną Tiangong. Kolejnym państwem, które zamierza wysłać własnym wysiłkiem technologicznym swoich obywateli w kosmos są Indie. To nie żart. Indie wysłały już na przykład sondę MOM na orbitę Marsa – to jedyny kraj, któremu udało się, to za pierwszym razem.

W przyszłości, jeśli nie pierwsza wyprawa załogowa, to pierwsza baza na Marsie może być przedsięwzięciem międzynarodowym. NASA czy SpaceX nie może zrobić wszystkiego samemu. Muszą te organizacje i firmy mieć kogoś do współpracy technicznej i finansowej. Dobrze więc, że takie podmioty istnieją i się rozwijają. W serialu National Geographic „Mars”, pierwsza wyprawa na Czerwoną Planetę wysłana jest przez organizację zwaną International Mars Science Foundation, dowodzoną przez charyzmatycznego milionera (brzmi znajomo?). Realistycznie patrząc trudno zakładać, ze w taką współpracę udałoby się włączyć wszystkie duże kraje z przemysłem kosmicznym, ale kraje współpracujące przy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (USA, Kanada, Europa + Rosja + Japonia) plus Indie i Zjednoczone Emiraty Arabskie – to już jest możliwe. Wychodzi na to, że w takiej koalicji byliby wszyscy oprócz Chin. Pożyjemy, zobaczymy. Najważniejsze teraz jest jednak to, że jest coraz więcej krajów zdolnych do lotów w kosmos i do wyłożenia funduszy na taką wspólną wyprawę.

Na całym świecie jest jeszcze więcej inicjatyw mających wpływ na przygotowania wyprawy na Marsa. Nawet w Polsce powstała symulowana baza kosmiczna Lunares, która jest jedną z kilku tego typu placówek na świecie badających zachowania ludzi w izolacji na małej przestrzeni. Pierwsze misje na Marsa nie będą komfortowymi wycieczkami turystycznymi, a powodzenie misji zależeć będzie nie tylko do nowoczesnej techniki, ale również od doskonale przygotowanej załogi, która będzie w stanie ze sobą wytrzymać przez wiele miesięcy zamknięta w ciasnych pomieszczeniach statku kosmicznego i bazy na Marsie.

Do stworzenia stałej bazy na Czerwonej Planecie potrzeba rozwoju wielu różnych technologii. Polacy również mają wkład w ich rozwój. Weźmy na przykład budowanie zamkniętego biologicznego systemu podtrzymywania życia – opisany jest on w wywiadzie jaki przeprowadziłem z Justyną Barys, która pracuje nad projektem MELiSSA. Jest to przykład technologii niezbędnej do stworzenia samowystarczalnej bazy na Czerwonej Planecie.

Wreszcie polecimy na Marsa!

Powoli, krok po kroku, zmierzamy w kierunku Marsa. Załogowa wyprawa na Czerwoną Planetę będzie zdecydowanie największą przygodą w historii ludzkości. Od kilkunastu lat nie wszyscy ludzie żyją NA TEJ planecie (i mało kto to dostrzega), ale jednak nasza obecność na innej niż Ziemia planecie, to wydarzenie bez precedensu w historii. Nie było, nie ma i długo nie będzie czegoś ciekawszego do oglądania. Niech się schowają takie (niby) ważne wydarzenia jak finały Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Żadne sportowe mistrzostwa świata nie mogą bowiem równać się z pierwszymi krokami ludzkości na innej planecie. Wreszcie polecimy na Marsa! Jest na co czekać! Odżywiajcie się zdrowo, prowadźcie auta bezpiecznie a zobaczymy to razem za kilkanaście lat!

Twój głos – myślisz, że jest to realne?

Zapraszam do dyskusji. Myślisz, że lot na Marsa nastąpi za naszego życia czy nie? Czy lot na Marsa ma sens? Czy zakładanie stałej bazy i kolonizacja Marsa ma sens?