Czerwony Księżyc – próby zdobycia Srebrnego Globu przez Sowietów #1

Ludzie pamiętają zwycięzców i tak też ma się sytuacja w przypadku wyścigu na Księżyc, który toczyły między sobą w latach 60. ubiegłego wieku Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Było to nie tylko starcie globalnych mocarstw, ale też skrajnie odmiennych poglądów na temat tego, jak powinien wyglądać świat. Konfrontacja o polityczny i ideologiczny prymat przeniosła się w przestrzeń kosmiczną po tym, jak na orbicie umieszczono radzieckiego Sputnika, pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Potem przyszła kolej na psy, szympansy i bardzo szybko człowieka. Niedługo później, za sprawą prezydenta J. F. Kennedy’ego, uformował się konkretny cel, wraz z narzuconym terminem, którego zdobycie potwierdzi wyższość zwycięskiego mocarstwa nie tylko na powierzchni planety, ale też poza nią. Tym celem było wysłanie człowieka na powierzchnię Srebrnego Globu i jego powrót na Ziemię, do końca dekady.

Stany Zjednoczone osiągnęły niekwestionowany sukces – wysłali 12 astronautów eksplorujących szare pustkowia Srebrnego Globu, którzy zebrali ponad trzysta kilogramów próbek lunarnego gruntu. Ponadto 24 amerykanów znalazło się na orbicie Księżyca. Za to Związek Radziecki nigdy nie wysłał kosmonautów nawet na orbitę naszego naturalnego satelity, nie mówiąc o lądowaniu na jego powierzchni. Jednakże przez pierwsze lata wyścigu Sowieci wyraźnie w nim prowadzili i mogą pochwalić się wieloma znaczącymi osiągnięciami. Te zasługują na wyróżnienie i pamięć.

Kamienie milowe księżycowego wyścigu pomiędzy USA i ZSRR.

Przymiarki do pierwszego lądowania

Preludium do Łuny

W 2019 roku świętowaliśmy nie tylko 50 rocznicę misji Apollo 11, ale też inną, równie okrągłą – 60 lat od przelotu pierwszej sondy kosmicznej w pobliżu Księżyca. Była to radziecka Łuna 1, niewielki kulisty statek wzorowany na Sputniku. Wyposażono ją jedynie w podstawowe instrumenty naukowe, w tym magnetometr zamontowany na zewnętrznym wysięgniku, licznik Geigera, scyntylacyjny (promieniowania jonizującego) i detektor mikrometeoroidów. Niemniej wystarczyły one do pierwszych badań głębokiej przestrzeni kosmicznej, gdzie nie dotarła jeszcze żadna zbudowana przez ludzi sonda. Na pokładzie Łuny znalazł się też ładunek o wydźwięku symbolicznym, czyli medale z inskrypcjami. Celem wyprawy było rozbicie się statku o powierzchnię Księżyca, ale nie udało się tego osiągnąć. 

Sonda wyniesiona została na orbitę 2 stycznia 1959 roku przez rakietę Łuna 8K72, będącą zmodyfikowanym pociskiem balistycznym R7. Ten sam system posłuży przy kolejnych misjach z tego radzieckiego programu. Start odbył się z kazachskiego kosmodromu Bajkonur. Sondzie udało się osiągnąć prędkość ucieczki, która pozwoliła na wyrwanie z okowów ziemskiej grawitacji. Z powodu uszkodzonego systemu kontroli lotu nie udało się jednak doprowadzić do spotkania Łuny 1 z powierzchnią Księżyca. Chociaż główny cel wyprawy nie został zrealizowany, okazała się ona pod wieloma względami sukcesem. Po raz pierwszy sonda kosmiczna przeleciała blisko Srebrnego Globu, dokładnie w odległości 5 995 kilometrów i weszła na orbitę okołosłoneczną. Krąży tam zapewne po dziś dzień. Podczas jej misji potwierdzono istnienie wiatru słonecznego, odkryto brak pola magnetycznego Księżyca i lunarnych pasów radiacyjnych, a także poszerzono wiedzę o tych otaczających Ziemię. Przeprowadzono ponadto eksperyment obserwacyjny, polegający na wypuszczeniu w odległości 113 000 km od Ziemi chmury sodu. Misja Łuny 1 była pierwszym dużym sukcesem Sowietów w jeszcze niezdefiniowanym wyścigu na Księżyc. 

Muzealna replika sondy Łuna 1, źródło: RIA Novosti

Jak wyglądają na ten moment postępy USA? Sonda Pioneer 4 w marcu 1959 roku przelatuje w odległości 58 983 km od Księżyca, dalej niż planowano. Nie udało się zrobić zdjęć. Trwają prace nad programem Ranger, ale jego pierwszy niepełny sukces przyjdzie dopiero w 1962 roku.

Na kolejny pokaz umiejętności radzieckich inżynierów nie trzeba było długo czekać. 12 września 1959 w kosmos wystrzelona została sonda Łuna 2, podobnej konstrukcji co poprzedniczka. Tym razem statek z powodzeniem wszedł na trajektorię pozwalającą na spotkanie z Księżycem. Odrzucony trzeci stopień rakiety podążył za nim. 14 września, krótko po północy czasu polskiego, sonda Łuna 2 pędząca z prędkością 3,3 km/s na ostatniej prostej, uderzyła w powierzchnię Srebrnego Globu na obszarze na wschód od Morza Deszczów, nieopodal kraterów Archimedes, Autolycus i Aristides. Pół godziny później podobny los spotkał trzeci stopień rakiety. Po raz pierwszy zbudowany przez człowieka obiekt dotarł na inne ciało niebieskie, a zaraz za nim kolejny. Dane zebrane przez sondę potwierdziły odkrycia dokonane przez Łunę 1.

Podobnie jak w poprzedniej misji z wnętrza sondy podczas lotu uwolniona została chmura sodu. Dzięki temu łatwiej było śledzić podróż Łuny 2 na tle rozgwieżdżonego nieba, a przy okazji obserwować jak gaz rozprzestrzenia się w próżni. Ten znak na niebie miał jeszcze inny cel — uwiarygodnić w świecie zachodnim lot sondy na Księżyc, którego prawdziwość podważały media. Pomógł w tym także znany i szanowany astronom Bernard Lovell, który potwierdził na podstawie poczynionych przez siebie obserwacji, że misja faktycznie się powiodła. Na Księżyc trafiły także radzieckie pamiątki. We wnętrzu Łuny znajdowały się dwie tytanowe kule, zbudowane z pięciokątów naznaczonych inskrypcjami i wypełnione materiałem wybuchowym. Po uderzeniu w powierzchnię miało dojść do efektywnej eksplozji, która rozrzuciła by płytki wokół świeżo utworzonego krateru. Niemniej ani sonda, ani kule raczej nie przetrwały kolizji z Księżycem z taką prędkością. Nie da się tego przynajmniej stwierdzić tego, badając miejsce uderzenia z orbity. Repliki kul i pięciokątów trafiły do wielu muzeów i przywódców na świecie, w tym do prezydenta USA Dwightowi D. Eisenhower. 

Druga strona Księżyca

Spektakularny sukces Łuny 2 podłamał morale Amerykanów. Dotychczas uważali oni, że chociaż Związek Radziecki buduje potężniejsze rakiety to na zachodzie produkuje się najlepsze systemy nawigacyjne. Okazało się, że można trafić w Księżyc bez nich. Kolejny cios Sowieci zadali szybko, bo niecały miesiąc później. 4 października 1959 roku w misję na orbitę Srebrnego G