Pół wieku temu, dokładnie 20 lipca 1969 roku, Apollo 11 wylądował na Księżycu. Tę właśnie datę pamiętamy jako dzień triumfu człowieka w Kosmosie. Ale misja Apollo 11 trwała o wiele dłużej – aż 8 dni. Co działo się w tym czasie? Co robili astronauci? Oto historia tej niezwykłej misji. Dzień po dniu.

Przeczytaj dziennik misji Apollo 11:

Piąty dzień misji Apollo 11 będzie najważniejszym. Po 4 dniach podróży do Księżyca, astronauci są gotowi podjąć swoją jedyną próbę posadzenia modułu księżycowego na powierzchni, w rejonie zwanym Morzem Spokoju. Jak na razie znajdują się na orbicie około 100 km nad księżycowym gruntem i poruszają się z prędkością 5893 km/h. Po całej nocy obserwowania parametrów statku – Ron Evans – komunikator będący członkiem „czarnego” zespołu kontrolerów, budzi astronautów przez radio. Michael Collins odpowiada na 2 minuty przed zniknięciem po odległej stronie Księżyca i upewnia się że parametry statku wyglądają w porządku. Po około 40 minutach gdy Apollo ponownie wyłania się zza horyzontu, Aldrin dołącza do Collinsa i przekazuje, że Armstrong jeszcze śpi.

W trakcie śniadania załoga informuje że ma bardzo dobry widok na miejsce lądowania. Składają też tradycyjny raport o ilości snu – było go sporo mniej niż poprzedniego dnia, nikt nie spał więcej niż 6 godzin. Przed kolejną utratą połączenia otrzymują jeszcze poranną dawkę informacji z planety, która z zapartym tchem obserwuje ich losy. W czasie gdy załoga po raz kolejny traci łączność z Ziemią w centrum kontroli następuje zmiana załóg i za konsolami zasiadają członkowie „białego” zespołu. Przewodzi mu legendarny Eugene Kranz, który z Amerykańskim programem kosmicznym jest związany od początku. Dzisiaj to on będzie nadzorował jako dyrektor lotu pierwsze w historii załogowe lądowanie na Księżycu.

Zanim Apollo 11 wyłoni się zza horyzontu jego lądownik zostaje ponownie przełączony na własne zasilanie. Za około 4 godziny zadokowane od 5 dni moduły zostaną rozdzielone i jeden z nich rozpocznie zniżanie w stronę powierzchni Księżyca. Od momentu ponownego pojawienia się sygnału, Houston rozmawia już z dwoma statkami, „Columbią” Michaela Collinsa i „Orłem” w którym zasiadają Neil Armstrong i Buzz Aldrin. Ten drugi uruchamia własną platformę inercyjną i rozpoczyna test komputera pokładowego, który jest prawie identyczny do tego w module dowodzenia. Sprawdzone zostaje zapasowe radio i astronauci ponownie sczytują kąt, pod którym zadokowane zostały obie części. Rozpoczyna się procedura przeniesienia parametrów nawigacyjnych do komputera Orła. W tym celu Columbia zostaje unieruchomiona i kąty mierzone wewnątrz jej platformy zostają przeniesione, po odpowiedniej transformacji, do komputera lądownika. Następnie Armstrong używając dużo prostszego systemu optycznego, niż ten dostępny w Columbii, wykonuje korektę przetransferowanej orientacji na podstawie gwiazd.

W tunelu łączącym dotychczas oba statki instalowane są na powrót służące do dokowania gniazdo i próbnik. Collins poleca astronautom znajdującym się w Orle, aby sprawdzili czy oba te elementy są solidnie zespolone. Zanim nastąpi rozłączenie statków trzeba rozpiąć dwanaście głównych zaczepów od strony Columbii i jedynym co będzie zapobiegało rozerwaniu obu modułów i utracie powietrza w kapsule będą trzy niewielkie zatrzaski na końcu próbnika. Krótko po utracie kontaktu z Ziemią, Collins zamyka właz modułu dowodzenia i rozpoczyna wypuszczanie powietrza z tunelu w przestrzeń. Od początku misji minęło 97 godzin i 40 minut. Około 20 minut później Armstrong aktywuje pirotechniczny system rozkładania nóg lądownika i o jego operacji świadczy głośny huk oraz wskaźnik w kabinie.

Lądowanie Apollo 11

Podczas następnego przelotu po bliższej Ziemi stronie Księżyca Michael Collins wykonuje kolejne obserwacje miejsca lądowania a astronauci znajdujący się w Orle przygotowują go do odłączenia. Jego platforma inercyjna otrzymuje z Ziemi układ odniesienia, który będzie używany podczas lądowania. Inicjowany jest też system sterowania reakcyjnego oraz zapasowy komputer nawigacyjny, używany tylko w przypadku przerwania próby lądowania lub potrzeby natychmiastowej ucieczki z powierzchni. Kontrolerzy wysyłają do Columbii parametry małego manewru, który przy użyciu dysz systemu reakcyjnego zapewni odpowiednią separację od lądownika po rozłączeniu obu pojazdów. Apollo 11 znika za horyzontem Księżyca. Po ostatecznych przygotowaniach, 100 godzin i 12 minut od rozpoczęcia misji, następuje rozdzielenie Orła i Columbii. Armstrong wykonuje mały obrót tak, aby Collins mógł sprawdzić czy wszystkie nogi lądownika poprawnie się rozłożyły. Gdy Houston ponownie odbiera sygnał od Apollo 11, dwie części pojazdu są już zupełnie samodzielne.

Nagranie z kamery umieszczonej w oknie Columbii obrazujące rozłączenie modułów oraz mały „taniec” wykonany przez Armstronga

Orzeł otrzymuje od kontrolerów parametry pierwszych samodzielnych manewrów, które ma wykonać. Wcześniejszy z nich, który będzie miał miejsce za półtorej godziny, ma za zadanie zmodyfikować orbitę, na której znajduje się lądownik tak, aby jej najniższy punkt znalazł się na wysokości 15 km i około 500 km na wschód od miejsca lądowania. Drugi natomiast, który rozpocznie się w tym punkcie, jest początkiem procedury zejścia na powierzchnię. Oczywiście przesyłane są też parametry potrzebne na wypadek awarii, które pozwolą na powrót na orbitę i spotkanie z Columbią.

Tak jak planowano, Collins żegna się z załogą Orła i rozpoczyna się manewr separacji, który zabierze go na bezpieczną odległość od lądownika, w momencie gdy ten rozpocznie zejście na niższą orbitę. Armstrong i Aldrin otrzymują dane potrzebne do ewentualnego przyspieszonego powrotu z Księżyca. Po wylądowaniu, ich wstępny pobyt podzielony jest na okresy, podczas których łatwy powrót do Columbii nie jest możliwy. Dlatego przed rozpoczęciem każdego z nich, kontrola lotu zadecyduje czy astronauci mogą pozostać na powierzchni czy też nie. Pierwsza szansa na powrót następuje zaraz po wylądowaniu, druga po około 8 minutach, gdy nadal istnieje możliwość dogonienia modułu dowodzenia, trzecia natomiast dopiero po 2 godzinach, czyli po tym jak Columbia wykona jedną pełną orbitę. Gdy Orzeł po raz ostatni przed lądowaniem znika za horyzontem Księżyca, napięcie w sali centrum kontroli rośnie.

Wyłaniając się po drugiej stronie w odległości 33 km od powierzchni wszystko będzie gotowe, aby przekazać kontrolę nad lądowaniem komputerowi pokładowemu. Jeszcze przed odzyskaniem kontaktu z Ziemią astronauci dokańczają manewr wejścia na orbitę przejściową za pomocą systemu reakcyjnego. Pozwala to osiągnąć wysoką precyzję trajektorii, która jest wymagana przed rozpoczęciem finalnego podejścia. Obracają lądownik tak, aby w najniższym punkcie orbity dysza silnika była skierowana do tyłu przez co uruchomienie go zacznie spowalniać statek. Gdy zegar czasu od początku misji wskazuje 102 godziny i 10 minut aktywują w komputerze program P63. Ten w odpowiednim momencie uruchomi silnik i będzie kontrolował schodzenie przez następne 9 minut, po czym odda kontrolę programowi P64 który ostatecznie spowolni statek. Gdy zza horyzontu wyłania się najpierw Columbia a potem Orzeł, kontrolerzy mają problem z nawiązaniem stabilnego połączenia z lądownikiem. Pilot modułu dowodzenia gra wtedy rolę przekaźnika umożliwiającego kontakt między Ziemią a zbliżającym się do powierzchni statkiem. Pomimo problemów z nawiązaniem bezpośredniego kontaktu, Orzeł otrzymuje zielone światło na rozpoczęcie podejścia do lądowania.

Orzeł sfotografowany z okien Columbii krótko po rozłączeniu

Komputer pokładowy lądownika uruchamia silnik 102 godziny, 33 minuty i 11 sekund od rozpoczęcia misji. Na początku wytwarza on tylko 10% maksymalnego ciągu i dopiero gdy program uzna parametry jego pracy za poprawne pozwala mu osiągnąć większą moc. Aldrin raportuje wskazania dotyczące ich prędkości, szybkości schodzenia oraz wysokości, podczas gdy Armstrong obserwując znane punkty orientacyjne na powierzchni estymuje czy wylądują przed, czy za pożądaną lokalizacją. Udaje mu się ocenić że przestrzelą wyznaczone miejsce lądowania o około 5 km. Chwilę później manualnie obraca lądownik oknami do góry tak, aby po rozpoczęciu finalnego etapu schodzenia, gdy będą lecieć już bardziej pionowo niż poziomo, widział przewidywane miejsce przyziemienia.

Po pięciu minutach od rozpoczęcia schodzenia radar służący do dokładnego pomiaru ich odległości od powierzchni rozpoczyna wysyłanie danych do komputera. Chwilę później, przeciążona jednostka zgłasza operatorom błąd numer 1202. Armstrong natychmiast przekazuje tą informację do centrum kontroli lotu które po 20 sekundach informuje go że alarm można pominąć. Przemyślana konstrukcja komputera powoduje, że nawet pomimo zbyt dużej ilości obowiązków wykonywanie krytycznych programów nie jest wstrzymywane i lądowanie można kontynuować. Po około 7 minutach pracy silnika jego ciąg jest redukowany a statek kontynuuje lot pod kątem 55° do powierzchni. Dwie minuty później kontrola lotu daje zielone światło na lądowanie a program P63 przekazuje sterowanie programowi P64, który ma sfinalizować podejście. Kąt względem powierzchni jest zmniejszany do 45° tak, aby astronauci mogli ocenić miejsce lądowania przewidywane przez komputer.

Na wysokości 180 metrów nad powierzchnią Armstrong uznaje że miejsce do którego są prowadzeni jest wysypane zbyt dużymi skałami i decyduje się przejść na sterowanie manualne. Podczas gdy w pełni skupienia szuka lepszej lokalizacji do posadzenia Orła, Aldrin odczytuje ich wysokość i prędkość. Na prośbę dowódcy podaje poziom pozostałego paliwa wynoszący 8%. W tym momencie po raz pierwszy zauważa ich cień na powierzchni. Gdy dowódca w końcu znajduje odpowiednie miejsce, zbiorniki są już pełne tylko w 5%. Na panelu instrumentów zapala się kontrolka ostrzegająca o ich niskiej zawartości. Z Houston dobiega krótki komunikat dający mu jeszcze 60 sekund, w ciągu których albo wyląduje albo będą zmuszeni przerwać próbę i wrócić na orbitę. Gdy czas na decyzję spada do 20 sekund jeden z czujników umieszczonych na nogach lądownika styka się z gruntem. W kabinie zapala się inna kontrolka opisana „LUNAR CONTACT”. Z ust Aldrina, który zauważa jej błękitne światło padają pierwsze słowa wypowiedziane przez człowieka na Księżycu – „Contact light”.

„Orzeł wylądował”

Dokładnie 102 godziny, 45 minut i 43 sekundy po uruchomieniu pierwszego członu ogromnego Saturna V, Armstrong wydaje komendę wyłączenia silnika modułu schodzenia. Dwójka astronautów po pięciu dniach podróży znajduje się już na powierzchni Księżyca.

Montaż nagrania z kamery zamontowanej w oknie lądownika z dźwiękiem komunikacji radiowej

Minutę po zgaszeniu silnika astronauci dostają zgodę na pobyt na Księżycu przez pierwszy okres, o którym była mowa powyżej. Do czasu gdy dostają zgodę na wydłużony pobyt są pochłonięci dezaktywacją wszystkich systemów związanych z lądowaniem. Rozpoczynają zrzut helu, który utrzymuje zbiorniki z paliwem i utleniaczem pod ciśnieniem, silnik który sprowadził ich na powierzchnię nie będzie im więcej potrzebny. Moduł księżycowy Apollo tworzą tak naprawdę dwie części. Dolna składa się przede wszystkim z silnika używanego do lądowania, zbiorników z jego paliwem oraz nóg niezbędnych do przyziemienia. Po wykonaniu misji na Księżycu cała górna część czyli niewiele więcej niż kabina z załogą i jej własny, dużo prostszy system napędowy odcinana jest od dolnej części i korzysta z niej jako wyrzutni rakietowej. Takie rozwiązanie pozwala zostawić za sobą sporą część niepotrzebnego już ciężaru.

Chwilę później rozpoczynają się starania, które mają na celu określić dokładne położenie lądownika na Księżycu. Michael Collins otrzymuje zgrubne szacunki, które w trakcie następnych przelotów będzie starał się sprecyzować za pomocą obserwacji przez sekstant. Załoga znajdująca się na powierzchni zaczyna opisywać krajobraz widziany z okien i szuka charakterystycznych znaków rozpoznawczych, które mogłyby pomóc w ustaleniu ich lokalizacji. Buzz Aldrin spogląda w okno zamontowane na szczycie kabiny i opisuje widoczną przez nie Ziemię. Jest to także jedyne okno przez które widać gwiazdy, w porównaniu do oślepiającej powierzchni niebo jest po prostu czarne.

Zdjęcie wykonane z okna statku krótko po wylądowaniu

Pierwsze godziny spędzone na Księżycu upływają na upewnieniu się o bezpieczeństwie pobytu w lądowniku. Centrum kontroli lotu co jakiś czas przesyła załodze parametry potrzebne do ucieczki z powierzchni w razie zaistnienia takiej potrzeby. Okazuje się jednak że jedyny komponent, który uległ awarii to prosty zegar wskazujący czas od początku misji.

W planie lotu pomiędzy lądowaniem a wyjściem załogi na powierzchnię zakładany był czas na odpoczynek, astronauci jednak wiedzieli że jeżeli nie będzie ku temu przeszkód mogą negocjować przesunięcie spaceru na 4 godziny wcześniej. NASA wyraża na to zgodę i astronauci zaczynają przygotowywać się do spaceru krótko przed wybiciem 108 godziny od początku misji. Jako pierwszy swój plecak zakłada Buzz Aldrin, przy pomocy Neila Armstronga testuje jego systemy łączności radiowej. Później kolej przychodzi na dowódcę. Po upewnieniu się że obaj astronauci będą mieli kontakt z centrum kontroli lotu oraz między sobą dostają pozwolenie na wypuszczenie powietrza z kabiny. Zanim jednak będzie to możliwe muszą skonfigurować system kontroli warunków we wnętrzu lądownika tak, aby ten nie próbował uzupełnić braków w powietrzu oraz zabezpieczyć wszystkie elementy które mogłyby być wrażliwe na próżnię panującą na zewnątrz. Następnie będą musieli założyć hełmy i rękawice oraz upewnić się o działaniu systemu wypełniającego skafandry tlenem.

W międzyczasie nad ich głowami przelatuje Michael Collins któremu po raz kolejny nie udaje się namierzyć reszty załogi, Houston przesyła mu inne prawdopodobne lokalizacje które może sprawdzić w trakcie następnego przelotu. Po minięciu około 30 minut wszystkie procedury w kabinie zostały wykonane. Aldrin otwiera zawór w przednim włazie zmniejszając ciśnienie wewnątrz do 0,2 atmosfery. Astronauci obserwują przy tym wskazania ciśnienia w ich skafandrach aby upewnić się że po wyjściu z lądownika będą mieli czym oddychać. Wartości są satysfakcjonujące i Buzz otwiera z powrotem zawór rozpoczynając wypuszczanie z kabiny reszty powietrza. Proces ten trwa dużo dłużej niż możnaby się spodziewać, im niższe jest ciśnienie tym cząsteczki gazu wolniej uciekają na zewnątrz. Używając odrobiny siły Aldrin otwiera właz podczas gdy wskaźnik ciśnienia pokazuje jeszcze wartość 0,008 atmosfery. Od początku misji mija 109 godzin i 7 minut.

Wyjście przez stosunkowo mały otwór w kabinie również nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Dużym utrudnieniem jest skafander mocno ograniczający ruchy oraz całkiem sporych rozmiarów plecak z systemami podtrzymującymi życie. Armstrongowi udaje się z ogromną pomocą Aldrina wydostać na zewnątrz w czasie 3 minut. Bierze jeszcze od swojego pomocnika torbę z opakowaniami po jedzeniu i innymi niepotrzebnymi już rzeczami i wyrzuca na zewnątrz. W tym momencie znajduje się na podeście zwanym „gankiem” z którego drabina prowadzi wzdłuż jednej z nóg lądownika na powierzchnię. Przed rozpoczęciem schodzenia w dół, dowódca Apollo 11 ciągnie za uchwyt który mechanicznie zwalnia zestaw narzędzi umieszczony na boku modułu księżycowego. Wśród nich znajduje się kamera telewizyjna z której sygnał jest odbierany w centrum kontroli lotu. Zarejestruje ona za chwilę obraz który widział chyba każdy z nas. Armstrong upewnia się jeszcze że będzie mógł wejść z powrotem na wyjątkowo wysoki pierwszy stopień drabiny po czym dwiema nogami staje na jednej z czterech stóp lądownika spoczywających na powierzchni. Wykonuje „jeden mały krok” i staje się pierwszym w historii człowiekiem stąpającym po innym świecie. Od początku misji mija 109 godzin, 24 minuty i 23 sekundy.

Dowódca Apollo 11 komentuje naturę księżycowego gruntu i raportuje że nie ma żadnych problemów z poruszaniem się. Zauważa też że dysza silnika nie zetknęła się z powierzchnią a ta nie nosi znaczących śladów jego aktywności. Buzz Aldrin za pomocą linki rozpiętej wzdłuż drabiny przekazuje Armstrongowi aparat. Ten chowa do kieszeni pierwszą próbkę kamieni z powierzchni na wypadek gdyby musiał szybciej wrócić do statku. Aldrin wychodzi na powierzchnię jako drugi również korzystając ze wskazówek kolegi. Przymyka za sobą właz komentując w żartach że bardzo nie chciał by go za sobą zamknąć. Schodzi po drabinie i od razu zauważa jak wspaniały jest widok z powierzchni. Michael Collins w module dowodzenia wyłania się zza horyzontu Księżyca i dostaje informacje o poczynaniach reszty załogi na powierzchni. Ci mniej więcej w tym momencie odczepiają flagę od tej samej nogi lądownika na której znajduje się drabina i rozstawiają ją obok. Niedługo później prezydent Nixon zostaje połączony przez telefon z centrum kontroli skąd jego kłos jest wysyłany na Księżyc. Dziękuje załodze za ten niesłychany wyczyn który napełnia wszystkich Amerykanów dumą i wyraża swoje nadzieje że poczucie jedności jakie wywołało osiągnięcie astronautów przyniesie pokój na świecie. Po zakończeniu rozmowy astronauci eksperymentują z mobilnością na powierzchni zdając sprawozdanie z zachowania skafandrów. Zbierają więcej pyłu i kamieni za pomocą przyrządów dostarczonych w zestawie narzędzi na boku lądownika. Armstrong wykonuje inspekcję modułu Księżycowego z zewnątrz zgłaszając wszelkie nieoczekiwane ślady na jego poszyciu kontroli lotu.

Pierwsze zdjęcie wykonane przez Armstronga na powierzchni. Widać torbę z odpadami oraz wygięty do góry czujnik przyziemienia

Następnym zadaniem na liście jest rozłożenie na powierzchni przyrządów naukowych również umieszczonych w schowku znajdującym się na boku dolnej części lądownika. Aldrin wyciąga sejsmometr który odkłada nieopodal na powierzchni. Ma teraz dostęp do zwierciadła zwrotnego które będzie służyło do dokładnych pomiarów odległości Ziemi i Księżyca. Armstrong który właśnie zakończył robienie panoramicznych zdjęć pomaga mu w znalezieniu odpowiedniego, wystarczająco poziomego miejsca. Aldrin wraca do sejsmometru i dla niego też szuka odpowiedniej lokalizacji z wystarczająco dobrym nasłonecznieniem. Ma problemy z wypoziomowaniem go za które obwinia wskaźnik na urządzeniu. Centrum kontroli w końcu każe mu ustawić przyrząd „na oko” i przystąpić do rozkładania jego ogniw słonecznych. Gdy Armstrong podchodzi z aparatem zrobić zdjęcie wadliwego wskaźnika okazuje się że ten znajduje się idealnie na środku. 

Zwierciadło zwrotne na powierzchni Księżyca

Na zbieranie udokumentowanych próbek z gruntu załodze pozostaje jedynie 10 minut. Wszystkie materiały z powierzchni zostaną umieszczone w skrzyniach przygotowanych na to w tym samym zestawie przyrządów w którym znajduje się kamera skierowana na drabinę. Skrzynie te będą hermetycznie zamknięte jeszcze w próżni i umieszczone w kabinie lądownika za pomocą wspomnianego już systemu linek. Centrum kontroli popędza astronautów i każe im kończyć aktywności na powierzchni. Ci w pośpiechu pakują wszystko co będą chcieli zabrać z powrotem na Ziemię. W ostatnich chwilach demontują rozłożony wcześniej kolektor wiatru słonecznego i umieszczają go w jednej ze skrzyń. Dopełniają je jeszcze skałami i pyłem z powierzchni. Po około 2 godzinach od otwarcia włazu Buzz Aldrin zaczyna wchodzić po drabinie i wchodzi do kabiny, wejście przez właz zdaje się być łatwiejsze niż wyjście. W oczekiwaniu na Armstronga wciąga skrzynie z próbkami do środka. Dowódca dołącza do niego parę minut później i właz za nim zostaje zamknięty. Od początku misji mija właśnie 111 godzin, 39 minut i 13 sekund. Pierwsi ludzie w historii eksplorowali Księżyc przez niecałe 2 godziny. 

Widok przez okno lądownika na księżycowy pył pierwszy raz noszący ślady ludzkich stóp. W tle widać flagę oraz kamerę telewizyjną która wysyłała na Ziemię poczynania załogi.

Pośpiech na powierzchni zwłaszcza w ostatnich chwilach spaceru był w pełni uzasadniony. Przed lądowaniem Apollo 11 naukowcy planujący misję nie wiedzieli czego mogą się spodziewać. Pod wątpliwość poddawana była tak podstawowa kwestia jak możliwość poruszania się po powierzchni. Teraz gdy astronauci są już w środku czas znowu wydaje się spowalniać. Kabina lądownika wypełniana jest tlenem a załoga zdejmuje plecaki które na zewnątrz spisały się świetnie. Są one gromadzone wraz ze wszystkimi innymi rzeczami które nie będą im więcej potrzebne i przygotowane do wyrzucenia na zewnątrz. Jedną z takich rzeczy miał być kanister który pochłania obecny w kabinie dwutlenek węgla. NASA rekomenduje załodze żeby ze względu na jego niewielki stopień zużycia odczekać z jego wymianą i w międzyczasie zjeść kolację. Wymaga to oczywiście zdjęcia hełmów co powoduje jeszcze większy ścisk w kabinie. Mniej więcej w tym momencie Buzz Aldrin zauważa uszkodzenie bezpiecznika wyłączającego silnik stopnia wznoszenia. Domniemuje że w ciasnej kabinie któryś z nich musiał przez przypadek trącić go założonym w trakcie przygotowań do spaceru plecakiem. Centrum kontroli każe mu nie przejmować się tym problemem do momentu gdy przyjdzie czas aktywacji tego komponentu statku.

Zdjęcie Neila Armstronga w charakterystycznym nakryciu głowy zwanym „snoopy”

Podczas krótkiej przerwy od jakichkolwiek aktywności w Bazie Spokoju, Columbia wykonuje kolejny przelot 100 km wyżej próbując określić jej lokalizację. Jak pokazują późniejsze mapy tym razem zabrakło naprawdę niewiele żeby ją zobaczyć. Astronauci znajdujący się na Księżycu po raz kolejny rozpoczynają procedurę wypuszczenia powietrza z kabiny. Ich skafandry jednak nie zostały podłączone tak jak wcześniej do mobilnych plecaków lecz do systemu regulacji ciśnienia lądownika. Gdy po raz kolejny otwierają właz robią to w celu pozbycia się zbędnego już ciężaru. Wyrzucają mobilne jednostki podtrzymania życia z których każdy na Ziemi waży prawie 40 kg oraz wszystkie odpady, w tym pochłaniacz dwutlenku węgla który opóźnił tą operację. Z centrum kontroli lotu dobiega informacja że sejsmometr zainstalowany wcześniej na powierzchni wykrył uderzenia plecaków o powierzchnię. Te dane pozwalają na ocenę sztywności i grubości wierzchniej warstwy gruntu. Właz odchudzonego już lądownika zostaje zamknięty po raz ostatni a kabina na powrót wypełniona tlenem.

Krótko przed rozpoczęciem okresu przewidywanego na odpoczynek Armstrong odpowiada przez 20 minut na dokładne pytania z Ziemi dotyczące ich wcześniejszego spaceru. Centrum kontroli pyta między innymi o zauważalne różnice w twardości podłoża, detale dotyczące ustawienia sejsmografu czy wpływ gazów wylotowych silnika rakietowego na pył pokrywający powierzchnię. Po udzieleniu odpowiedzi na pytania nurtujące naukowców na Ziemi członkowie załogi szukają sobie miejsca na sen. Tak jak przewidywano, w kabinie w której jest za mało miejsca nawet na fotele jest to bardzo trudne. Aldrin układa się na podłodze a Armstrong leży częściowo na osłonie silnika, będącą wybrzuszeniem wielkości taboretu na środku kabiny, a pętlą zawieszoną na suficie przez którą przekłada nogi. Jego głowa znajduje się przy tylnej ścianie zza której ciągle dobiega dźwięk którejś z pracujących pomp. Na domiar złego temperatura wewnątrz wynosi 16°C a przez teleskop, który jest jedynym nie zasłoniętym oknem lądownika, do kabiny wpada światło Ziemi. Z danych medycznych wiemy że Neil nie zasnął tej nocy w ogóle podczas gdy Collins na orbicie spał w najlepsze. Organizm Aldrina nie był monitorowany ale nie chwalił on jakości wypoczynku na Księżycu. Od początku misji upływa 114 godzin, 52 minuty i 51 sekund gdy z Ziemi docierają niespełnione życzenia dobrej nocy.