Pół wieku temu, dokładnie 20 lipca 1969 roku, Apollo 11 wylądował na Księżycu. Tę właśnie datę pamiętamy jako dzień triumfu człowieka w Kosmosie. Ale misja Apollo 11 trwała o wiele dłużej – aż 8 dni. Co działo się w tym czasie? Co robili astronauci? Oto historia tej niezwykłej misji. Dzień po dniu.

Przeczytaj dziennik misji Apollo 11:

Kolejny dzień w kosmosie rozpoczyna się dla załogi Apollo 11 raczej przyjemnie. Tym razem to Buzz Aldrin łączy się pierwszy z Ziemią żeby zapytać, czy będzie wymagana planowana na wczesne godziny tego dnia korekta kursu. Houston odpowiada że nie ma potrzeby wykonywania tego manewru i że załoga może iść spać na kolejne dwie godziny. W centrum kontroli lotu następuje zmiana warty, po czym Houston kontaktuje się ze statkiem w celu obudzenia załogi.

Pierwsze rozmowy dotyczą czynności, które mają wykonać zaraz po zjedzeniu śniadania. Są to rutynowe już zabiegi utrzymujące statek Apollo w dobrej kondycji oraz czynności nawigacyjne potrzebne do wykonania przed dotarciem na orbitę Księżyca. Następnie odbywa się odczyt poziomu zawartości zbiorników modułu serwisowego a załoga zdaje raport z ilości snu, którą udało im się zaznać tej nocy. Apollo 11 znajduje się 20800 km od Księżyca i zbliża się do niego z prędkością 4500 km/h. Po długim okresie, w którym prędkość statku malała na wydłużonej orbicie Ziemi, w końcu pojazd zaczyna opadać w stronę jej satelity co objawia się rosnącą prędkością. Astronauci na pokładzie statku zaczynają korzystać z bliskości do Srebrnego Globu. Fotografują koronę Słońca, którego tarcza schowała się za Księżycem. Jest ona widoczna dopiero teraz, gdy po raz pierwszy od wyruszenia z Ziemi statek kosmiczny nie jest skąpany w oślepiającym świetle pochodzącym z naszej gwiazdy. Zdają też raport o cechach powierzchni Księżyca oświetlonych tylko przez światło odbite od błękitnej planety, którą zostawili za sobą. Po raz pierwszy od czterech dni doskonale widzą też otaczające ich gwiazdy.

Jedno z ujęć korony słonecznej widocznej dzięki zaćmieniu gwiazdy przez Księżyc z perspektywy załogi

Tak jak zaplanowano, do około 75 godziny misji, załoga jest zaabsorbowana przez czynności które mogą się już zdawać monotonne. Houston przesyła parametry manewru, który załoga miałaby wykonać gdyby z przyczyn technicznych wejście na orbitę nie było możliwe. Miałby on miejsce około 2 godziny po przejściu przez perycyntion, czyli punkt, w którym statek najbardziej zbliży się do Księżyca. Jak wiemy, manewr ten nie zostanie wykonany.

Załoga otrzymuje też wiadomości z Ziemi, większość z nich dotyczy przygotowań do historycznego momentu, którego jutro będą bohaterami. Dowiadują się że pewien astrolog przygotował im horoskopy zapewniające o powodzeniu ich misji. Oczywiście nie mogło zabraknąć informacji o sporcie, którym udaje się wywołać największe zainteresowanie członków załogi. Chwilę po porannej prasówce, w przygotowaniu na dzisiejsze czynności, zatrzymywany jest manewr pasywnej kontroli temperatury, który w cieniu Księżyca i tak nie przynosi żadnych efektów.

Collins przygotowuje się do standardowych czynności nawigacyjnych a Armstrong notuje parametry kolejnego manewru. Ten jest dużo bardziej optymistyczny i po ponad 6 minutach pracy głównego silnika modułu dowodzenia, umieści załogę na eliptycznej orbicie Księżyca. Tak jak większość nadchodzących czynności będzie on miał miejsce po jego odległej od Ziemi stronie. Powoduje to, że w trakcie jego wykonywania, Houston nie będzie miało żadnej łączności radiowej ze statkiem i dowie się o jego powodzeniu lub nie, dopiero gdy pojazd wyjdzie zza Księżyca. Ze względu na fakt, że przez dużą część czasu załoga będzie zdana tylko i wyłącznie na siebie, z Ziemi przesyłane są detale trzeciego już manewru. Ten, wykonany po jednej pełnej orbicie Księżyca, na której coś musiałoby pójść nie tak, umieściłby astronautów na trajektorii powrotnej. Centrum kontroli lotu w międzyczasie zmienia układ odniesienia platformy nawigacyjnej na taki, który jest zorientowany względem idealnego miejsca i czasu lądowania załogi. Za niecałe półtorej godziny Apollo 11 zniknie po raz pierwszy za Księżycem. Jak już wiemy, w trakcie ciszy radiowej powiedzie się manewr wejścia na jego orbitę. Aktualny dystans do celu wynosi 8566 km a prędkość 5227 km/h.

Widok na Ziemię mniej więcej na 3 godziny przed tym jak dla załogi zniknie ona po raz pierwszy za Księżycem

W wypełniającym się ludźmi budynku centrum kontroli lotu emocje już od jakiegoś czasu nie osiągnęły tak wysokiego poziomu. Wszyscy czekają na dobre wieści dochodzące z małego statku w którym trójka śmiałków zdecydowała się stawić czoła dystansowi 400000 km, aby spełnić marzenie chyba każdego człowieka, który choć raz spojrzał na nocne niebo. Docierają one po niespełna 25 minutach. Apollo 11 jest o krok bliżej do celu. 

Po wykonaniu manewru wejścia na orbitę, ale przed odzyskaniem łączności z Ziemią, załoga weryfikuje samodzielnie czy wszystko poszło zgodnie z planem. Aldrin chwyta w wolnej chwili za aparat i fotografuje odległą od Ziemi, ale bardzo bliską im stronę Księżyca. Ze względu na dobór pory księżycowego dnia, w której lądownik ma zetknąć się z powierzchnią, to ona jest teraz bardziej oświetlona przez Słońce niż strona widziana z Ziemi. Innymi słowy, Księżyc jest teraz w fazie sierpa a w miejscu gdzie jutro wylądują Neil Armstrong i Buzz Aldrin dopiero świta.

Zdjęcie dysz systemu reakcyjnego lądownika na planie powierzchni Księżyca)

Krótko po wyjściu znad horyzontu Księżyca i poinformowaniu centrum kontroli o powodzeniu wejścia na orbitę, załoga Apollo przelatuje nad miejscem, w którym jutro będą lądować. Analizują bardzo dobrze znane im cechy powierzchni srebrnego globu, dzięki którym nie stracą orientacji podczas podejścia. Parametry pracy głównego silnika są odtwarzane przez radio na Ziemię i Houston analizuje je, podaje informację o wszelkich odchyleniach załodze. Okazuje się że ciśnienie azotu, który jest używany jako gaz napędowy wtryskujący paliwo do silnika było niższe niż zakładano. Na szczęście system napędowy modułu dowodzenia, będąc krytycznym elementem statku, posiada praktycznie dwa niezależne od siebie układy umożliwiające mu pracę. Centrum kontroli, aby zaoszczędzić gaz napędowy w układzie B przekazuje załodze informację że na następny manewr mają użyć wyłącznie układu A. Krótko później Apollo 11 znów znika za Księżycem rozpoczynając drugą orbitę.

Po ponownym pojawieniu się sygnału pochodzącego ze statku, załoga zaczyna transmitować obraz telewizyjny na Ziemię. Pokazują w niej widok przez okno modułu dowodzenia nazywając poszczególne kratery i morza. Powierzchnia Księżyca pozostaje w kadrze wyłącznie dzięki specjalnemu trybowi, w którym aktualnie znajduje się statek. Może on orbitować albo w trybie inercyjnym w którym orientacja jest utrzymywana względem gwiazd, albo w trybie „śledzącym”, w którym komputer pokładowy stara się utrzymać stałą orientację względem horyzontu. Aktualnie aktywny jest ten drugi tryb, na który Collins skarży się, że powoduje oscylacje przodu statku w górę i w dół. Spowodowane one są tym że cięższa strona zestawu Apollo naturalnie chce ustawić się do Księżyca a system reakcyjny musi z tą tendencją walczyć.

Transmisja telewizyjna z drugiej orbity dookoła Księżyca

Na około 50 minut przed ponownym zniknięciem statku za horyzontem planowany jest manewr zmieniający kształt ich orbity z aktualnej eliptycznej na bardziej kołową. NASA zdecydowała się zastosować takie dwustopniowe podejście ze względów bezpieczeństwa. Gdyby statek od razu próbował osiągnąć okrągłą orbitę, nawet niewielki błąd mógłby spowodować, że jego trajektoria spadła by pod powierzchnię, co zakończyłoby się katastrofalną kolizją z Księżycem. Teraz po dokładnym ustaleniu parametrów orbitalnych statku możliwe jest dostosowanie trajektorii dużo precyzyjniej i bezpieczniej. Manewr, który jest do tego celu potrzebny, również odbędzie się po przeciwnej do Ziemi stronie Księżyca a silnik będzie pracował przez 17 sekund. Centrum kontroli przekazuje także parametry kolejnych potencjalnych manewrów potrzebnych do powrotu na Ziemię, gdyby zaistniała taka potrzeba. Collins wykonuje korektę wskazań platformy nawigacyjnej i po prawie 80 godzinach od początku misji, Apollo 11 znika za Księżycem po raz trzeci.

Po 35 minutach ciszy radiowej astronauci ogłaszają, że znajdują się na pożądanej, kołowej orbicie Księżyca. Podczas gdy Michael Collins będzie wykonywał pomiary powierzchni w pobliżu miejsca lądowania, Buzz Aldrin i Neil Armstrong ponownie otwierają moduł księżycowy i rozpoczynają przygotowywanie go do jutrzejszego lądowania. Niedługo później Apollo znów traci kontakt z Ziemią i odzyskuje go już podczas swojej czwartej orbity. Odrobinę wcześniej niż zakładano, 83 godziny po starcie misji, następuje następny ważny krok zbliżający astronautów do Księżyca. Moduł lądownika po raz pierwszy przełącza się na wewnętrzne zasilanie. Załoga sprawdza baterie, które w odróżnieniu do modułu dowodzenia są jedynym źródłem energii na pokładzie, a następnie wykonuje pierwszy test komunikacji przez radio.

„Orzeł” staje się osobnym, samodzielnym pojazdem kosmicznym zdolnym do umieszczenia dwóch osób na powierzchni Księżyca. Podczas zaniku komunikacji z Ziemią astronauci sprawdzają jeszcze plecaki, które zapewnią im przetrwanie na powierzchni oraz zapasowy system dostarczania tlenu, który umożliwiłby im powrót do lądownika w razie ich awarii. Apollo 11 znika za Księżycem po raz ostatni tego dnia a NASA analizuje dane zebrane przez Collinsa w celu ustalenia dokładnej topografii terenu w okolicach wyznaczonego miejsca lądowania. Załoga decyduje się nie zamykać lądownika na czas snu i nie instalować z powrotem urządzeń dokujących aby zaoszczędzić trochę czasu następnego dnia. Komunikacja z Ziemią na ten dzień kończy się 86 godzin i 33 minuty po rozpoczęciu misji. Apollo 11 jest na orbicie okrążającej Księżyc około 100 km nad jego powierzchnią. Jutro dwójka z nich jako pierwsi ludzie w historii dotkną innego świata.

Ciąg dalszy… Oczywiście nastąpi.